wtorek, 24 grudnia 2013

12. Trudne decyzje

Następnego dnia rano, Agata ze zniecierpliwieniem czekała na Hanę przed jej gabinetem.
- Hana! - zawołała, gdy zobaczyła zbliżającą się kobietę.
- O, Agata - lekarka wydawała się lekko zdziwiona wizytą internistki. - Wejdziesz? - zapytała, kiwając głową w stronę gabinetu.
Blondynka bez słowa weszła do pomieszczenia i zajęła miejsce przed biurkiem. Wyglądała, jakby opuściła ją cała odwaga, którą miała.
- Więc? - Hana zamknęła drzwi i obróciła się twarzą w stronę Agaty.
- Zdecydowałam się - oznajmiła cicho kobieta. - Urodzę to dziecko - dodała już głośniej.
- Cieszę się - Hana uśmiechnęła się w stronę Agaty. - Ale... Poradzisz sobie sama? - w jej głosie pojawiła się troska.
- Przyjaciele mi pomogą - o ile wcześniej im o tym powiem. - I - uśmiechnęła się lekko, porzucając nieprzyjemne myśli - na ciebie też mogę liczyć, prawda?
- Jasne - Hana zaśmiała się i również usiadła.
Przez chwilę panowała cisza, ale szatynka szybko spoważniała i przeniosła swój wzrok na twarz Agaty.
- Może nie powinnam pytać - zaczęła ostrożnie - ale... Kto jest ojcem?
Owszem, słyszała co nieco o Pawle, ale wolała wysłuchać tej historii z pierwszego źródła. Zresztą, zrzucenie z siebie takiego ciężaru zwykle pomagało, więc...
- Paweł, mój jeszcze mąż - zaczęła Agata, unikając wzroku drugiej kobiety. - Okazał się chorym psychicznie człowiekiem i... To po prostu nie był ten facet - dokończyła kulawo i wymusiła uśmiech. - Pójdę już, za chwilę mam dyżur - wstała, ale gdy była już w drzwiach, obróciła się i uśmiechnęła, tym razem szczerze. - Naprawdę ci dziękuję, Hana - powiedziała miękko.
- Nie ma za co - Hana odpowiedziała uśmiechem. - Taka praca - wzruszyła ramionami.
- Jeszcze raz ci dziękuję - powiedziała Agata i wyszła.
Hana zamknęła oczy. Cóż, wiedziała, że Agata nie powiedziała jej wszystkiego, ale czy mogła ją za to winić?

Hana zamyślona wyszła ze swojego gabinetu. Zmierzała w stronę lekarskiego, w końcu skończyła dyżur i chciała znaleźć się w domu. Myślała o Agacie i o tym, jak jej pomóc.
W tym samym czasie korytarzem szedł Piotr z kartami pacjentów. W pewnym momencie zobaczył Hanę, która szła prosto na niego. Zatrzymał się z lekkim uśmiechem czekał na to, co zdarzy się za chwilę.
Hana jednakże nie zauważyła chirurga, a kiedy już to zrobiła, było za późno na jakąkolwiek reakcję z jej strony. Zaskoczona, potknęła się, tak, że wpadła prosto w ramiona Piotra. Podniosła powoli głowę. Oboje patrzyli sobie prosto w oczy. Nic nie mówili. Nie musieli. Ich usta dzieliły centymetry, wiedziała, że on tego chce, ona w sumie też. Ale nie tutaj, nie dzisiaj, nie teraz.
W końcu uwolniła się z ramion mężczyzny, uśmiechnęła się lekko i dalej podążała szpitalnym korytarzem...

Wieczorem wszyscy rezydenci znajdowali się w hotelu. Przemek z Wiktorią poprosili, by wszyscy zebrali się w pokoju Zapały.
- A więc... - zaczął Przemek, gdy wszyscy już znaleźli się u niego w pokoju.
- Chcieliśmy wam powiedzieć, że... - dodała Wiktoria, uśmiechając się.
- Zaręczyliśmy się! - wykrzyknęli razem.
Trójka rezydentów spojrzała na nich w zdumieniu.
- Naprawdę?! - wykrzyknęli razem Borys i Marcin.
- Nie, tak na jaja, żeby zobaczyć wasze durne wyrazy twarzy - stwierdziła z sarkazmem Wiki, ale jej oczy się śmiały.
Po otrząśnięciu się z szoku, cała trójka złożyła narzeczonym serdeczne gratulacje. Rozmowa trwała w najlepsze, gdy Agata wreszcie postanowiła się odezwać. Może jej nie usłyszą?
- Jestem w ciąży - wyrzuciła z siebie.
- Agata... - Wiktoria, zszokowana podeszła do przyjaciółki. - Ale jak to?
- Normalnie.
- To znaczy? - zapytał Przemek.
- Nie wiesz, jak się robi dzieci? - warknęła Agata.
- Och, Agata. Agata, będzie dobrze, słyszysz mnie? Pomożemy ci... - Wiki objęła blondynkę.
- Jasne... - Agata miała łzy w oczach.
- Agatka... - Przemek nie wiedział, co jeszcze mógłby powiedzieć.
- Poradzisz sobie, Agata - Marcin posłał w jej kierunku ciepły uśmiech.
- Paweł... - zaczęła Agata.
- Nie mów o nim - przerwała jej Wiki i przytuliła przyjaciółkę.
- Dlaczego? - zapytała Agata z wyrzutem.
Wiktoria podniosła głowę i popatrzyła na chłopaków wzrokiem, który mówił: Powiedzcie coś, albo pożałujecie, że się urodziliście.
- Paweł siedzi w więzieniu, to zamknięty temat - rzucił szybko Borys.
Co jak co, ale gniewu Consalidy na swojej skórze doświadczyć nie chciał.
- Właśnie w tym jest problem - Agata podniosła głowę - że nie siedzi.
- Jak to? - Wiki i Przemek zdumieni spojrzeli na przyjaciółkę.
- Nie wiem jak! - Agata była bliska łez.
- Agata, teraz o nim nie myśl - powiedział Przemek.
- Masz przecież nas - dodał Borys, a Agata uśmiechnęła się przez łzy.
- Damy radę - stwierdził Marcin.
- Oczywiście, że damy radę - Wiktoria również się uśmiechnęła.

- Chodźcie tu wszyscy - westchnęła Agata i wszyscy przytulili przyszłą matkę.

***********
Takie krótkie, wybaczcie, ale tyle było w pierwotnej wersji i nie mam już jak tego zmienić, a rozdziałów łączyć nie chcę. W każdym razie, chciałyśmy Wam tylko życzyć wesołych świąt, szalonego Sylwestra i szczęśliwego 2014 roku ;)!

Anja & kinina

sobota, 21 grudnia 2013

11. Ktoś się cieszy, a ktoś płacze

Agata zamknęła oczy i z trudem wciągnęła powietrze. Nie będzie tak źle, prawda? W końcu Hana ma tylko oddać jej wyniki badań...
- Mam twoje wyniki - głos Goldberg wyrwał internistkę ze swoich przemyśleń.
Agata, wyraźnie zdenerwowana, weszła do gabinetu i od razu usiała na krześle. Z niepokojem patrzyła, jak Hana zajmuje swoje miejsce.
- Są pozytywne. Jesteś w ciąży – powiedziała krótko, z uwagą czekając na reakcję kobiety. W końcu nie na co dzień przychodzi do niej roztrzęsiona koleżanka po fachu prosząca o wykonanie HCG.
Cholera. A więc jednak... Nie było nawet sensu zadawać pytania, czy aby na pewno. Wyniki badania tylko potwierdziły wcześniejsze domysły Agaty. Kobieta ukryła twarz w dłoniach i wybiegła z gabinetu. Hana chwilę patrzyła na otwarte drzwi, po czym ona również szybkim krokiem wyszła z pomieszczenia i skierowała swoje kroki do łazienki, gdzie spodziewała się znaleźć blondynkę.
- Agata?
Internistka nic nie odpowiedziała, ale Hana usłyszała jej zduszony szloch. Weszła do łazienki i zobaczyła Agatę. Dłońmi podpierała się o umywalkę. Włosy zakrywały jej twarz, a ona sama drżała. Hana podeszła do niej i delikatnie ją objęła. Blondynka wtuliła się w nią, szlochając głośno.
- Wszystko będzie dobrze, nie martw się – mruknęła cicho, delikatnie głaszcząc ją po plecach. Nie lubiła tego sposobu pocieszania, ale już dawno zauważyła, że ludzie, a szczególnie kobiety, po usłyszeniu takich słów zwykle się uspokajają.
Agata nic nie odpowiedziała, ale Hana wyczuła, że powoli przestaje płakać. Po chwili już tylko delikatnie drżała, więc Goldberg postanowiła zadać jej pytanie, które od kilku minut chodziło jej po głowie.
- O co chodzi? Nie chcesz tego dziecka?
Musiała zapytać. Musiała wiedzieć, jeśli miała jej w jakikolwiek sposób.
- Po prostu pojawiło się w nieodpowiednim momencie z nieodpowiednim facetem.
- I... - Hana zawahała się na chwilę. - Co chcesz zrobić?
- Nie wiem... - wymamrotała Agata, uciekając przed spojrzeniem drugiej kobiety.
- Musisz wiedzieć. Nie pomogę ci, jeśli się nie określisz, czego tak naprawdę chcesz.
- Daj mi czas. - Głos internistki ciągle drżał. - Jutro dam ci odpowiedź.
- Jasne. – Stały tak jeszcze przez chwilę, aż Hana postanowiła wrócić z powrotem do gabinetu. W końcu Agacie w tym momencie już bardziej nie pomoże, a na korytarzu czekały jej pacjentki, zapewne już nieco zniecierpliwione. Uśmiechnęła się krzepiąco w stronę blondynki i powiedziała, że musi już wracać, zaznaczając od razu, że jeżeli Agata będzie miała jakiś problem, ma do niej natychmiast przyjść. Internistka jedynie skinęła głową, a Hana nie była nawet pewna, czy ją usłyszała. Stała już przy drzwiach, gdy usłyszała, że blondynka cicho wypowiada jej imię.
- Hana?
- Tak? –obróciła się, trzymając już rękę na klamce.
- Dziękuję - szepnęła internistka, znowu uciekając przed lekarką wzrokiem.
Hana jedynie kiwnęła głową z delikatnym uśmiechem na twarzy.
- Zastanów się i daj mi jutro znać.

Tymczasem zapadł wieczór. Hotel rezydentów był prawie pusty, nie licząc zmęczonej po całym dniu pracy Wiktorii. Dziewczyna właśnie spała, gdy wrócił Przemek. Chłopak od razu skierował swoje kroki do pokoju ukochanej. Usiadł na łóżku i zaczął ją budzić.
- Wiki... - delikatnie połaskotał Consalidę po twarzy.
- Przemek? - zapytała kobieta zaspanym głosem, otwierając jedno oko i patrząc na uśmiechniętego chirurga.
- Kochanie, przepraszam, że cię budzę... - zaczął Przemek, ciągnąc Wiktorię za rękę. - Ale chodź ze mną na spacer, proszę...
- Przemek, teraz? - Wiki, zdumiona, spojrzała na ukochanego. - Ja naprawdę jestem zmęczona, miałam ciężki dzień... Może jutro? - Consalida miała zamiar z powrotem się położyć.
- Wiki, proszę cię... - głos Przemka brzmiał niemal błagalnie. - To nie może czekać...
- Coś się stało? - kobieta natychmiast zerwała głowę z poduszki i przerażona, spojrzała na Przemka.
- Tak - Przemek uśmiechnął się pod nosem. - No chodź, leniwcu! - powiedział ze śmiechem.
- Ej! - Wiki udała oburzenie, widząc, że jej ukochany sobie z niej żartuje. - Dobra, idę, ale daj mi dziesięć minut, muszę się przebrać - westchnęła, ale posłusznie zaczęła zwlekać się z łóżka.
Przemek uśmiechnął się triumfalnie w stronę swojej ukochanej, która ciągle nie miała pojęcia o co chodzi i sam poszedł się przebrać. 15 minut później, Wiktoria już przebrana i gotowa do wyjścia, chociaż nadal nie miała pojęcia gdzie, zjawiła się w kuchni. Przemek już tam na nią czekał.
- Idziemy? – zapytała Wiki, ciągle nieco zaspanym głosem.
Chciała już mieć to za sobą, cokolwiek to było, i wreszcie się wyspać, najlepiej na żywej poduszce, na którą oczywiście świetnie nadawał się jej chłopak.
- Jasne, idziemy - Przemek zaczął się denerwować.
- Wszystko w porządku? – Wiktoria odrobinę się zaniepokoiła.
- Tak, tak. Chodź, idziemy.
Wyszli. 20 minut później znaleźli się na tarasie widokowym, niedaleko hotelu rezydentów. Było to częste miejsce spotkań zakochanych par z okolicy, więc Przemek nie miał problemu z załatwieniem u właściciela wieczornej „wizyty”. Zachwycona Wiki przez chwilę nie mogła z siebie nic wydusić.
- Przemek... - powiedziała wreszcie, obracając się do ukochanego. - Jak tu pięknie... – szepnęła, a Zapała jedynie uśmiechnął się w odpowiedzi.
- Wiem... - odparł cicho i spojrzał na Wiktorię. - I zabrałem cię tu dlatego, żeby zapytać, czy zostaniesz moją żoną – powiedział szybko Przemek, klękając przed swoją ukochaną na kolana.
- Och, Przemek... - w jej oczach pojawiły się łzy. - Ja... Oczywiście, zgadzam się...
Zapała włożył swojej, teraz już, narzeczonej pierścionek na palec i namiętnie ją pocałował, po czym złapał w pasie i okręcił dookoła własnej osi. Co oczywiście spotkało się z głośnym piskiem rudowłosej.
- Kocham cię – mruknął, gdy już postawił ją na ziemię. Oparł swoje czoło o jej i spojrzał w jej oczy z uśmiechem na ustach.
- Ja ciebie też – odmruknęła Wiktoria i tym razem to ona pocałowała swojego narzeczonego.

Był wieczór. Po rozmowie z Haną Agata nie mogła znaleźć sobie miejsca. Wreszcie usiadła przy biurku w lekarskim i ukryła twarz w dłoniach. Chciała zająć myśli pacjentami, ale to wcale nie było takie łatwe... Jej myśli ciągle krążyły wokół rozmowy z Haną. Pomyślała o Pawle, który, jakimś cudem wydostał się z więzienia i od paru dni przesyłał jej groźby. Już to było dla niej wystarczająco ciężkie, a teraz jeszcze dziecko... Jeśli on się o nim dowie... No właśnie, co by wtedy było? Kiedyś tak bardzo chciał je mieć, a teraz... Teraz nawet by go nie obeszło, pomyślała gorzko. Ale w sumie to dobrze. Szybciej o nim zapomni, chociaż... Czy można zapomnieć o kimś, od kogo dostaje się groźby? W dodatku, z kim będzie się miało dziecko... Dlaczego? Dlaczego tak się stało? Dlaczego to znowu ją spotkało?! Agata zamknęła oczy, czując, jak napływają do nich łzy. Jakim cudem Paweł wydostał się z więzienia? A jeśli... Jeśli on nie działa sam? O tym Agata nawet nie chciała myśleć. Chociaż... Paweł był zdolny do wszystkiego, szkoda tylko, że wcześniej tego nie zauważyła... Agata spojrzała za okno. Musisz być silna, pomyślała nagle. Masz dla kogo żyć. Podjęła decyzję. Jeszcze tylko musi porozmawiać z Haną... Ale to jutro. Z takim oto postanowieniem ruszyła na wieczorny obchód.

*****************

Okeej, łapcie kolejny rozdział. Znowu bez Piotra, ale... Trochę musicie poczekać na akcję typowo romantyczną. Jednak nie ma na co narzekać, bo potem będziecie jeszcze prosić, żeby się coś stało. A teraz zachęcamy do komentowania, gdyż po prostu chcemy wiedzieć, czy ktoś to czyta. I, jeśli chcecie, zostawcie linki do swoich opowiadań, a w wolnej chwili na pewno zajrzę i jeśli mi się spodobają to z chęcią poczytam. Do kolejnej notki! Zapewne wstawię ją we wtorek, żeby jeszcze złożyć wam życzenia ;) Tak więc do wtorku!



Anja & kinina

czwartek, 19 grudnia 2013

10. Nieplanowane oświadczyny

Późnym wieczorem Hana wróciła od Piotra. Nareszcie powiedziała mu to, co powinien wiedzieć już dawno. Czuła się znacznie lepiej, mimo tego, że powrót do wspomnień z przeszłości wiele ją kosztował. Teraz stała przed drzwiami własnego mieszkania i zastanawiała się co ma powiedzieć Victorii. Otworzyła drzwi, w głębi duszy mając nadzieję, że dziewczyna już śpi.
- JUŻ wróciłaś? - w głosie Victorii dało się wyczuć sporą dawkę sarkazmu i doskonale udanego zdziwienia.
- A co, nie widzisz? - Hana nie miała ochoty się z nią kłócić.
- Nie no, właśnie widzę.
No co ty nie powiesz?
- To dobrze, bo już myślałam, że będziesz potrzebowała wizyty u okulisty.
- Serio? - spytała z kpiną Viki, a potem przerzuciła się na lekki, prawie konwersacyjny ton, który, w mniemaniu Hany, nie zwiastował niczego dobrego. - Myślałam, żeby załatwić sobie wizytę, owszem, ale chyba na policji. Chociaż...  Córka zgłaszająca zaginięcie matki, to trochę dziwne, nie sądzisz?
- Od kiedy ty się tak bardzo o mnie "troszczysz"? Tylko mi nie mów, że się stęskniłaś.
- Oczywiście, że się stęskniłam, MAMO. Sądzisz, że jest inaczej?
- Po twoim głosie wnioskuję, że jednak tak.
- Poczułam się urażona. A co do tego "troszczenia"… Wiesz, jak się łazi po domach takich... - Victoria zawahała się na chwilę, a potem westchnęła ciężko, jak osoba, która musi odmówić sobie jakiejś przyjemnej rzeczy. - Uch, pomińmy to słowo, to nigdy nie ma się pewności, czy się wróci.
- Czyżby przemawiała przez ciebie zazdrość? - zapytała Hana, tonem dalekim od tego, jaki powinna mieć matka. - W przeciwieństwie do ciebie jestem pełnoletnia i naprawdę wiem, kogo odwiedzam.
- Jaka zazdrość? - w głosie Victorii pobrzmiewało dobrze udane zdziwienie. - Ta, ale wiesz - dodała - wiek nie świadczy o dojrzałości umysłu.
- Masz rację, w niektórych momentach widać to doskonale po tobie.
- Tak, też cię kocham, MAMO.
- Daj sobie z spokój z tym "kochaniem", bo na razie tego nie widać - odparła równie sarkastycznie Hana.
- Nie no, wiesz, co to sarkazm. Jestem pod wrażeniem - ton głosu Victorii zmienił się na inny, jakby bardziej poważniejszy. - Ale tak serio, czego się spodziewałaś? Że rzucę ci się w ramiona i wszystko będzie okej?
- Nie - padła odpowiedź ze strony lekarki. - Naprawdę tak ciężko jest przemilczeć całą sprawę? - zapytała. - W ogóle, nie powinno cię to interesować - dodała oschłym tonem.
Miała zdecydowanie dość tej rozmowy.
- Co mnie nie powinno interesować?
- Moje życie osobiste. Na razie ciągle się wtrącasz i psujesz człowiekowi humor.
- Nie, ja po prostu byłam CIEKAWA. – I chciałam jakoś podtrzymać tę „rozmowę”. - Okazuję ci trochę zainteresowania, to wszystko.
- To może lepiej odpuść sobie to zainteresowanie albo chociaż komentarze.
- Jasne - Victoria nawet nie oderwała wzroku od laptopa trzymanego na kolanach.
Hana tylko spojrzała na córkę chłodnym wzrokiem i skierowała swoje kroki do sypialni.
- Nie siedź za długo - powiedziała, tknięta jakimś impulsem.
- Jasne - wymamrotała Viki w stronę zamykających się drzwi.
Westchnęła i z pewną niechęcią spojrzała na otwarty laptop. Zatrzasnęła go i zamknęła oczy. Czemu rozmowy z Haną muszą być aż tak ciężkie? W sumie nawet nie chciała być niemiła. No dobra, może chciała, ale nie zamierzała tego tak zostawiać. Od początku ten cały Piotr się jej nie podobał i chociaż nie rozmawiała z nim ani minuty, to już wiedziała, że szybko go nie polubi. Właściwie nie miała nawet po co go lubić. Mogła mieć jedynie nadzieję, że do czasu jej wyjazdu z Warszawy nie będzie musiała oglądać tego faceta. A jeśli będzie musiała… To wcale nie zamierzała być miła.

Następnego dnia, na korytarzu, Hana spotkała Przemka.
- O, cześć siostra, błagam cię, chodź ze mną do bufetu, bo musisz mi pomóc - Przemek spoglądnął na siostrę błagalnym wzrokiem.
- Szalom, bracie - odparła Hana, nieco zdziwiona tym powitaniem. - Jasne, ale o co chodzi?
- Chodź, usiądziemy do stolika i wszystko i opowiem.
- Okej - powiedziała lekarka i obydwoje skierowali swoje kroki do bufetu. - O co chodzi? - zapytała ponownie, gdy usiedli. - Mów.
- Napijesz się czegoś? Kawa, herbata, może jakieś ciastko... - Przemek wyraźnie stara się odroczyć moment rozmowy.
- Kawy - Hana uśmiecha się, patrząc na zdenerwowanego mężczyznę.
- Okej, to ja przyniosę, a ty tu yyy... - Przemek zrobił się jeszcze bardziej nerwowy - posiedź sobie.
- Jasne, czekam - wzrok Hany uważnie śledził poczynania brata.
Po chwili Przemek wrócił z kawą.
- No i jak tam siostra u ciebie? Z Victorią wszystko ok?
- U mnie dobrze - Hana upiła łyk kawy. - Tak, jakoś się dogadujemy – Szczególnie, jeśli chodzi o Piotra, pomyślała sarkastycznie. - Ale chyba nie o tym chciałeś ze mną porozmawiać?
- Chciałem porozmawiać o Wiki.
- Dlaczego? - Hana była zdumiona.
- Nie rozumiem - Przemek również był nieco zdziwiony. - A dlaczego nie? Chyba, że nie masz ochoty rozmawiać, chociaż muszę przyznać, że twoja pomoc bardzo by mi się przydała... - Młody chirurg starał się ukryć smutek, który pojawił się na jego twarzy.
- Moja pomoc... W czym? - Hana starała się nie okazywać swojego oszołomienia.
Dlaczego Przemek chciał rozmawiać o Victorii?
- Chciałbym się jej oświadczyć, ale nie wiem, jak mam to zrobić.
Hana, osłupiała, przez chwilę nie mogła wykrztusić ani słowa.
- Komu? Victorii? Przemek, czy ty się dobrze czujesz? Przecież ona ma szesnaście lat, w dodatku jest moją córką, jak ty to sobie wyobrażasz?
Przemek zdezorientowany spojrzał na siostrę. Nagle na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a już za chwilę jego śmiech usłyszał cały bufet.
- Ale Hana - chłopak ciągle nie może się uspokoić - ja mówię o Wiktorii Consalidzie!
Hana z niedowierzaniem spojrzała na brata i w końcu ona również zaczęła się śmiać.
- O matko... - powiedziała wreszcie. - Przemek, przepraszam cię, w ogóle o niej nie pomyślałam.
- Spoko, siostra. Nieźle się uśmiałem - uśmiechnął się szeroko. - To jak, pomożesz mi?
- Jasne... Najlepiej zabierz ją w jej ulubione miejsce. Powiesz to co czujesz i... Resztę już sam musisz dopracować - ona również się uśmiechnęła. Przez chwilę jeszcze rozmawiali i dopracowywali „plan” oświadczyn, popijając w międzyczasie kawę. W końcu Hana odstawiła pustą filiżankę i przeciągnęła się leniwie. - A teraz wybacz, ale muszę lecieć na dyżur. Powodzenia - puściła Przemkowi oko i już jej nie było.
Przemek z uśmiechem pokręcił głową.

W ciemnym pomieszczeniu znajdowało się dwóch mężczyzn. Jeden z nich, wyższy i bardziej umięśniony, opierał się właśnie o ścianę, w dłoni trzymając małe zawiniątko. Na jego twarzy można było dostrzec obleśny uśmiech, a jasne oczy świeciły niebezpiecznym światłem. Drugi przypatrywał się mężczyźnie z dość widoczną obawą w oczach, którą starał się maskować luzackim uśmiechem. Był nieco mniej umięśniony, ale na pewno o kilka lat młodszy.
- Wszystko gotowe? - zapytał pierwszy z nich.
- Oczywiście, szefie. Kiedy zaczynamy?
- Już niedługo. Jak twoja żonka? - kolejne pytanie ze strony „szefa”.
- Mam wszystko pod kontrolą - odpowiedział drugi mężczyzna. Wcale nie był tego taki pewny, stąd jego obawa, ale prędzej rzuciłby palenie niż powiedział o tym swojemu szefowi. Chociaż w sumie palić też zaczął przez niego.
- Doskonale - stwierdził pierwszy. - A ta żydowska dzi*ka mnie jeszcze popamięta...
- A w ogóle - zaczął drugi, mówiąc szybko, jakby bał się, że stchórzy, zanim dokończy zdanie - dlaczego ty jej tak bardzo nie lubisz?
- Mam swoje powody - odpowiedział mu mężczyzna, mierząc go nieprzyjemnym spojrzeniem.
- Jasne, nie będę wnikać – wzruszył ramionami, a w pomieszczeniu zapadła cisza, która jednak nie trwała długo.
- W takim razie, do roboty. Za tydzień zaczynamy.
- Gdzie się spotkamy?
- Tutaj - padła krótka odpowiedź.
Po tych słowach każdy z nich rozszedł się w swoją stronę.
****************
No cóż, Piotra w tym rozdziale nie było, ale to kompletnie nie moja wina :D No dobra, może moja, ale ten, nie wgłębiajmy się w to. Podsycę Waszą ciekawość chociaż c; I komentujcie, bo to motywuje!


Anja & kinina

wtorek, 17 grudnia 2013

9. Trudne rozmowy

Wieczorem przyszła dostawa rzeczy, które Hana i Viki zamówiły w sklepie. Dywan, firanki, stolik, półka na książki i parę innych rzeczy. Gdy obie skończyły rozpakowywanie wszystkiego, była prawie północ. Zmęczone, od razu zasnęły.

Następnego dnia, późnym wieczorem, Viki oglądała TV. Była trochę zmęczona po zakupach z Blanką, ale cierpliwie czekała, aż Hana wróci wreszcie z pracy. Chwilę później ciche skrzypienie drzwi powiadomiło ją o tym fakcie.
— Cześć, MAMO — zaczęła rozmowę, gdy tylko Hana weszła do salonu.
— Cześć — odparła lekarka, nieco zdziwiona tym przywitaniem. — Nie śpisz jeszcze? — zapytała w zamian.
— No patrz, nawet nie wiesz o której chodzę spać...
— Jest późno, więc powinnaś już spać, prawda? — Hana starała się być spokojna.
— Chyba nie masz pojęcia, które godziny to "późno" — Victoria, wręcz przeciwnie, nawet nie siliła się na spokojny ton głosu.
— Chyba jednak mam. Idziesz sama, czy może trzeba cię ładnie otulić kołderką i zaśpiewać kołysankę, żebyś zasnęła? — no cóż, najwyraźniej starania Hany trafił właśnie szlag.
— Może cię to zdziwi — zaczęła Victoria — ale dam sobie radę. Jednak — kontynuowała — chciałam wiedzieć, gdzie byłaś tak długo.
— Naprawdę? — lekarka udała zdziwienie. — Dasz sobie radę sama? Chyba muszę to zobaczyć — mruknęła. — I cóż cię tak nagle zainteresowało to, gdzie spędziłam mój czas?
— Chyba sama chciałaś ocieplić nasze stosunki, więc po prostu pytam, gdzie byłaś — odparła. — Czysta ciekawość. Przynajmniej okazuję ci trochę zainteresowania...
— A nie powinno być na odwrót? — zapytała natychmiast Hana. — Ale dla twojej wiadomości, byłam w szpitalu.
— Jasne... — stwierdziła z sarkazmem Victoria. — Podobno dyżur skończyłaś o szesnastej. Nawet jeśli pojawiłaby się jakaś nieplanowana operacja, nie trwałoby to do dwudziestej trzeciej. – Może przesadzała, ale musiała poznać odpowiedź.
— O osiemnastej — odparła chłodnym tonem zapytana. — A po za tym, co ty się tak tym interesujesz, hm? — spojrzała na córkę badawczym wzrokiem.
— Ponieważ mnie okłamujesz.
To proste stwierdzenie sprawiło, że Hana zmierzyła Viki zdumionym spojrzeniem.
— Skąd takie wnioski?
— Ten cały... — Victoria zdecydowała się od razu powiedzieć matce, o co chodzi. — Piotr, to nie tylko kolega z pracy czy nawet przyjaciel, prawda?
— Przyjaciel. Nikt więcej, Viki. Idź już lepiej spać, okej?
— Wiesz, byłam dzisiaj u Blanki... — Victoria uparcie ciągnęła tą rozmowę. — I widziałam, jak wsiadałaś z NIM do JEGO samochodu. Gdyby był tylko przyjacielem... Nie musiałabyś mnie okłamywać.
Hana bez słowa spojrzała na córkę. Owszem, to BYŁA prawda, ale, do cholery, musieli się dostać do rodzącej ofiary wypadku samochodowego, a nie było żadnej wolnej karetki, więc stwierdzili, że samochodem dotrą na miejsce o wiele szybciej. Oczywiście, mogli zaczekać, ale potem mogłoby być już za późno. Jednak lekarka nie miała zamiaru tłumaczyć tego Victorii, która i tak postawiłaby na swoim.
— Miałam ciężki dzień w pracy, proszę cię, idź już spać...
— Jasne, ale dla mnie temat nie jest skończony. Dobranoc.
— Dobranoc.
Hana usiadła na sofie i westchnęła. Cholera, to chyba nie będzie takie łatwe...

Następnego dnia rano Hana siedziała w lekarskim i przeglądała jakieś papiery. Zaabsorbowana, nie zauważyła wejścia Piotra.
— O, Hana, szukałem cię.
Kobieta drgnęła, słysząc głos Gawryły.
— Piotr... — zaczęła, ale nie miała pojęcia, co jeszcze mogłaby powiedzieć.
— Co jest? — zapytał na natychmiast Piotr.
— Po co mnie szukałeś? — lekarka zbyła jego pytanie.
— Coś nie tak? Źle się czujesz? — gdy Hana nadal się nie odezwała, zdecydował się odpowiedzieć na dalszą część jej wypowiedzi. — Bo... Mam do ciebie pytanie.
— Nie, oczywiście, że nie — odparła wreszcie kobieta. — Więc, o co chodzi? Piotr? — spytała, gdy Gawryło nie odpowiadał.
— Czy dzisiaj wieczorem ktoś już zaprosił cię na kolację?
Hana przez chwilę siedziała oszołomiona, nie wiedząc, co powiedzieć.
— Nie...
— To rozumiem, że pytam pierwszy. Przyjdziesz?
— Och, oczywiście — potaknęła.
Bo co innego miałaby mu odpowiedzieć?
— Fajnie. Będę czekał — powiedział Piotr i wyszedł.
Hana ukryła twarz w dłoniach. Nie była pewna, czy dobrze zrobiła, zgadzając się na całą tę kolację.
Hana była zdenerwowana. Ciągle nie była pewna, czy dobrze robi, ale... Zadzwoniła. Nie czekała długo.
— Cieszę się, że jednak przyszłaś — powiedział Piotr, wpuszczając ją do środka.
Hana uśmiechnęła się, odrobinę wymuszenie.
— Masz coś jadalnego, czy od razu dzwonimy po pizzę? — spytała, dla rozładowania atmosfery.
— Wybieram tę pierwszą opcję.
— To dobrze, bo ostatnio pizza stale gości w moim menu, przyda się jakaś odmiana — tym razem jej uśmiech był szczery.
— A widzisz, w takim razie zapraszam.
— Co słychać? Jak w szpitalu? Jakieś ciekawe przypadki? — zapytała, gdy tylko usiedli.
— Przecież pracujemy w jednym i tym samym szpitalu — tym razem to on się uśmiechnął. — Ale na brak pracy nie narzekam.
— No wiesz, ostatnio rzadko bywam na chirurgii.
— No tak — potaknął Piotr. — Zapewne masz wiele innych spraw na głowie — zawahał się, ale po chwili kontynuował. — Na przykład córkę...
Hana podnosi na niego pytający wzrok. Nic nie mówiła, bo i po co? Miała jakąś nadzieję, że Piotr nie poruszy tego tematu, ale...
— Dlaczego nigdy nic o niej nie wspomniałaś? — zapytał wreszcie mężczyzna.
— Uważałam, że nie będzie takiej potrzeby, chciałam zerwać z przeszłością, uciec od niej, zacząć nowe życie. Teraz wiem, że się nie da... — Hana nie patrzyła Piotrowi w oczy.
— Chciałaś zacząć nowe życie, zostawiając swoją córkę w Izraelu? — Piotr był zdumiony.
Owszem, on również nigdy nie starał się poznać Tosi, ale... On nigdy jej nie znał, a Hana na pewno wychowywała Victorię przed przyjazdem do Polski. Co się musiało stać, że zostawiła ją w swojej ojczyźnie?
— Miała tam świetną opiekę. Zresztą i tak mnie nienawidziła. Tak jak teraz.
— Nienawidziła? — o ile to możliwe, Piotr był jeszcze bardziej zdumiony.
Hana bez słowa wpatrywała się w mężczyznę, po czym cichym głosem zaczęła opowieść o swoim mężu i życiu w Izraelu. Pominęła parę szczegółów, nie chcąc wprowadzać w nie Piotra.
— Nie wiem, co mam robić — zakończyła.
— Hana... — zaczął Piotr, zszokowany patrząc na przyjaciółkę. — Gdyby Victoria cię nienawidziła, to by tutaj nie przyjechała – odezwał się po chwili, nie mając pojęcia, co innego mógłby powiedzieć.
— Podobno moi rodzice i siostra ją zmusili.
— Zawsze mogła się od tego jakoś wybronić, prawda? — Piotr sam nie wierzył w to, co mówił.
— Ona na każdym kroku daje mi do zrozumienia, że jestem dla niej nikim, że to przeze mnie zabili jej ojca... — Hana z trudem powstrzymała płacz.
— To nie była twoja wina, Hana. Stało się — Piotr wiedział, że to co mówi, brzmiało idiotycznie i beznadziejnie, ale musiał coś powiedzieć; musiał powiedzieć cokolwiek. — Nie możesz się o to obwiniać, a Victoria nie powinna o to obwiniać ciebie.
— Sama już nie wiem, co o tym wszystkim myśleć...
Piotr nic nie odpowiedział, jedynie podszedł do Hany i delikatnie ją objął.
— Wszystko będzie dobrze, Hana. Nie martw się.
— Nie wiem, czy cokolwiek będzie dobrze. Odkąd przyjechałam zawsze coś jest nie tak, moje starania idą na marne... Może to znak, żebym wróciła do Izraela? — w oczach lekarki pojawiły się łzy.
— Nie mów tak, Hana. Wszystko się ułoży, zobaczysz.
Kobieta bez słowa przytuliła Piotra i rozszlochała się w jego koszulę.
— Dziękuję.
— Za co? — zapytał szeptem mężczyzna, gładząc lekarkę po włosach.
— Za to, że jesteś i że zawsze mogę na ciebie liczyć.
Piotr bez słowa mocniej przytulił Hanę, a ona odpowiedziała mu tym samym.
 ****************
Co prawda cukru za dużo tu nie było, ale powoli się zbliżamy do niego :D Za to macie tutaj rozmowę z Piotrem i wstęp do tego, jaki charakterek ma Viki.



Anja & kinina

sobota, 14 grudnia 2013

8. Piotr

Na którą umówiłaś się z Blanką? — zapytała Hana, gdy razem z Viki szły przez szpital.
— Na za chwilę.
— Na za chwilę, czyli na którą? — Hana przewróciła oczami.
— Za dziesięć minut — westchnęła Viki. — To o której mam na ciebie czekać?
— O dwudziestej, wtedy kończę dyżur.
Hana chciała coś jeszcze dodać, ale w tym momencie zobaczyła idącego korytarzem Piotra. Kobieta chciała uniknąć tego spotkania za wszelką cenę.
— Viki? – rzuciła szybko i nie czekając na odpowiedź córki dodała: — Może pójdziesz do bufetu coś zjeść? Zaraz do ciebie dołączę.
— Ale po co? — spytała zdezorientowana Victoria. — Nie jestem głodna — dodała i dalej stała w miejscu.
Piotr niebezpiecznie się zbliżał, a Hana wiedziała, że tego spotkania nie dało się już uniknąć.
— Hej, Hana, masz chwilkę?
— Hej, Piotr — Hana gorączkowo starała się wymyślić jakiś bezpieczny temat do rozmowy. — Trochę się śpieszę, a o co chodzi? — powiedziała, gdyż nie wpadło jej do głowy nic innego.
— Mam jedną pacjentkę do skonsultowania z ginekologiem, ale okay, poszukam Wójcika.
Hana zamknęła oczy. Cholera, dlaczego akurat teraz i dzisiaj?
— Wójcika nie ma, a Marcin chyba odbiera poród, o ile się nie mylę. Pokaż — wyciągnęła rękę po dokumenty, które Piotr trzymał w dłoni.
W końcu, przede wszystkim była lekarzem, prawda?, pomyślała, przeglądając teczkę pacjentki.
— Badania niczego nie wskazują — zaczęła, patrząc na papiery. — Ja obstawiałabym, że to ciąża pozamaciczna — powiedziała, patrząc na badanie USG. — Ale przydałoby się zrobić jeszcze szczegółowe badania krwi i HTC — Hana oddała Piotrowi wyniki badań pacjentki.
— Dzięki za pomoc — odpowiedział Piotr i uśmiechnął się szeroko.
Hana zamknęła oczy. Skoro Piotr jeszcze nie zauważył Viki...
— O, widzę, że młodsza siostra przyjechała cię odwiedzić.
Lekarka z trudem powstrzymała jęk. Najłatwiej byłoby zapewne po prostu przytaknąć, ale...
— Nie do końca — powiedziała wreszcie, czując na sobie palący wzrok Viki. — Victoria to moja... Moja córka.
Piotr, zszokowany, nie powiedział ani słowa, jedynie wpatrywał się w dziewczynę.
— Hana! — kobieta obróciła głowę, by dostrzec biegnącego w jej stronę Marcina.
— O co chodzi?
— Ta pacjentka, którą wczoraj operowaliśmy, ma chyba jakieś powikłania. W każdym razie Przemek i Tretter właśnie wzięli ją na stół i mówią, że jesteś natychmiast potrzebna.
— Już idę — opowiedziała szatynka.
Spojrzała na ciągle oszołomionego Piotra, a potem jej wzrok przesunął się w kierunku Viki.
— Ja idę do Blanki. Miłej pracy — powiedziała dziewczyna.
Hana bez słowa skinęła jej głową i razem z Marcinem pośpiesznie ruszyła w stronę bloku operacyjnego.

— Viki!
Dziewczyna obróciła się, słysząc, że ktoś ją woła.
— Cześć, Blanka — uśmiechnęła się i pocałowała przyjaciółkę w policzek.
— Cześć, co tam? — zapytała Blanka i obie rozsiadły się na ławce przed hotelem.
— Nieźle, nieźle. Chociaż trochę mi się tu nudzi. Pojechałabym do jakiejś galerii, na zakupy. Masz jutro trochę czasu? Bo Hana na pewno będzie zajęta innymi sprawami... — ostatnie słowa Victorii miały gorzki ton.
Blanka uważniej przyjrzała się Viki.
— To jutro o dziesiątej tutaj? — zapytała.
Gdy Victoria kiwnęła na potwierdzenie głową, dodała:
— No tak, praca. Coś o tym wiem. Wiktoria też przez większą część czasu też pracuje.
— No tak, praca i inne rzeczy z nią związane... — powiedziała powoli Viki.
— Czyli co? — młoda Consalida uśmiechnęła się szeroko.
— No wiesz... Faceci — rzuciła lekkim, niezobowiązującym tonem, chociaż w jej oczach pojawiło się coś niezidentyfikowanego.
— Serio? Kto? — uśmiech Blanki tylko się poszerzył.
— Dzisiaj poznałam jednego chirurga. Jak on miał na imię? Piotr. Nie wiem, co o nim sądzić, ale on i Hana nie wyglądali jak zwykli przyjaciele.
— Piotr? — Blanka uciekła spojrzeniem w bok, by Viki nie zobaczyła wyrazu jej twarzy. — Jesteś pewna?
— Tak — Victoria od razu potaknęła. — Wysoki, dobrze zbudowany... — dodała.
— Cholera. Eee, to znaczy... Czemu tak ci się wydaje? — zapytała, chcąc zmienić temat. — Przecież, to mogą być tylko znajomi z pracy... — powiedziała, wyraźnie zmieszana.
— Nie wygląda na to. Matka nie chce ze mną o nim gadać, a jak spotkaliśmy się na korytarzu to miał taki błysk w oczach, jakby miał zaraz odlecieć z radości. Ale jak widzę, ty też nie reagujesz na niego najlepiej... — Victoria uważnie przyglądnęła się przyjaciółce.
— Ja? Nie, po prostu byłam zdumiona, że chodzi o niego, tyle — Blanka znowu odwróciła wzrok.
— Przecież widzę, że coś cię gryzie. Powiedz, proszę — Victoria powiedziała to wszystko niemal błagalnym tonem.
— Och, chodzi o to, że Piotr był kiedyś z Wiki. O ile to w ogóle można nazwać związkiem — w głosie Blanki słychać sarkazm. — Tylko cicho, nie mów, że ja ci o tym wspomniałam, bo Wiki nie ma pojęcia, że o tym wiem.
— A dlaczego mówisz, że nie można tego było nazwać związkiem?
— Bo czy związek może się opierać jedynie na seksie? Przynajmniej, tak było z jego strony, Wiki była w to o wiele mocniej zaangażowana. Skrzywdził ją i...
— I wykorzystał? To chciałaś powiedzieć?
— Można to tak ująć — Blanka niechętnie przytaknęła.
— A skąd to wiesz, jak nie od Wiktorii? — zapytała szatynka.
— Ech... Agata rozmawiała kiedyś o tym z Przemkiem, i tak jakoś wyszło, że co nieco usłyszałam...
— Cholera — zaklęła Viki, krzywiąc się.
— Hm? — Blanka, wyrwana ze swoich nie do końca miłych przemyśleń, podniosła wzrok.
— Muszę Hanę z tego wyciągnąć. Nie pałam do niej sympatią, ale... W końcu to moja matka. Wiele już przeszła i kolejny raz może być dla niej kolejnym razem za dużo.
— Ale skoro są tylko przyjaciółmi… — zaczęła Blanka, ale Victoria jej przerwała.
— Mówiłam ci, że nie jestem tego taka pewna... Dzięki, że mi to powiedziałaś...
— Możemy porozmawiać o czymś innym? — zapytała szybko młoda Consalida, patrząc z nadzieją na przyjaciółkę.
— Jasne — przytaknęła Victoria i natychmiast zmienia temat, jednak żadna z nich już się nie uśmiechała.


*********************

Oto i Piotr! I przepraszam za opóźnienie, ale szkoła wykańcza... I nie, nie zamierzamy publikować już niczego na forum, przynajmniej ja ;)

Anja & kinina