piątek, 31 stycznia 2014

18. Plotki i relacje

Był słoneczny dzień, Piotr miał akurat przerwę między zabiegami. Wyszedł przed szpital i usiadł na ławce. Wystawił twarz do słońca i zamknął oczy. Drgnął, kiedy coś, a właściwie ktoś, położył głowę na jego ramieniu. Hana. Uśmiechnął się na samą myśl o niej. Sam nie wiedział, na jakim poziomie są ich „relacje”, ale nie przejmował się tym teraz. Objął ją i siedzieli tak przez dłuższą chwilę.
— Chyba cię nie zrozumiem... — zaczął Piotr, uśmiechając się.
— Naprawdę? — zapytała Hana w odpowiedzi, mrużąc oczy.
— Mhm... — wymamrotał z uśmiechem.
— Cóż... — Kobieta również się uśmiechnęła.
Siedzieli tak przez chwilę w ciszy, którą znowu przerwał Piotr.
— Pójdziesz ze mną na — zawahał się, ale dokończył — kawę? Oczywiście, jak będziesz miała czas i chęci... — dodał szybko, gdyż nie chciał zmuszać Hany do niczego. Da jej czas. Ile będzie chciała.
— Z miłą chęcią. Kiedy? — zapytała kobieta. W końcu... Musiała z nim porozmawiać.
— Kiedy tylko chcesz. — Czas nie był dla niego problemem. Dla Hany był dostępny zawsze, kiedy tego chciała i potrzebowała.
— Dzisiaj po pracy. — Jeśli załatwi to szybciej, będzie mieć czystsze sumienie.
— Jasne — uśmiechnął się. Znowu. I wcale mu to nie przeszkadzało. Dopiero przy Hanie odkrył, czym tak naprawdę jest szczęście. Wiedział, że z nią mógłby spędzić resztę życia. Był tego niemal pewien. Oby ona chciała tego samego...
— Muszę wracać na oddział. — Hana wstała i uśmiechnęła się lekko w jego stronę.
— Będę czekał przed szpitalem.
Patrzyłem jak odchodzi... Moje szczęście, moja radość, kobieta, która zrobiła dla mnie tak wiele, chociaż do tej chwili, do tego momentu, nawet nie zdawałem sobie z tego sprawy. Dopiero, gdy odeszła, wtedy, tak bardzo zapragnąłem jej przy sobie... Dopiero wtedy tak naprawdę ją pokochałem, gdy była już za daleko, by ją dogonić.

— Hej. — Viki przywitała się z Blanką.
— Hej — odparła młoda Consalida, patrząc gdzieś w dal.
Victoria pomachała dłonią przed oczami przyjaciółki.
— Blanka!
Dziewczyna zamrugała i przeniosła na nią lekko zdezorientowane spojrzenie.
— Hm? — spytała, patrząc na nią.
Viki westchnęła i wygodniej rozłożyła się na krześle. Siedziały w ogrodzie hotelu rezydentów. Słońce świeciło w najlepsze, więc dziewczyny zrezygnowały ze spaceru na rzecz opalania się.
— Co tam? — zapytała, przewracając oczami.
— Nic ciekawego — odpowiedziała Blanka, niezbyt przekonywującym tonem.
— Co się stało? — Viki nie była głupia.
Blanka najwyraźniej miała problem, ale, z drugiej strony, Victoria widziała, że dziewczyna kompletnie nie ma pojęcia, jak powiedzieć to przyjaciółce.
— Nie...
— Blanka — przerwała jej zniecierpliwiona dziewczyna. — Co się stało?
— Oj no, nic się nie stało... Po prostu zobaczyłam coś, czego nie powinnam...
— Czyli co? — Victoria spojrzała na przyjaciółkę.
— Piotr i Hana są jednak razem? — zapytała wreszcie dziewczyna, podnosząc wzrok.
— Nie... Co?! — Viki, zdumiona, spojrzała na przyjaciółkę.
— Widziałam ich...
— Co widziałaś? — przerwała jej Viki, patrząc na nią podejrzliwym wzrokiem.
— Siedzieli i... Obejmowali się...
— Cholera… — wymamrotała Victoria, bo jakoś nic innego nie przyszło jej do głowy.
— Oni wyglądali na naprawdę zakochanych, Viki.
— Oni? Na zakochanych?
Powiedz, że się ze mnie nabijasz, błagam!
— A może jednak... Dasz im szansę? — Blanka ostrożnie spojrzała na przyjaciółkę.
— To idiota. — Padła natychmiastowa odpowiedź ze strony Victorii.
— No tak... A może się zmienił? — zasugerowała brunetka.
— Jasne... Możemy zmienić temat?
— Okej... — mruknęła Blanka. — Słońce zaszło, idziemy się przejść, chodź!
Nie czekając na reakcję przyjaciółki wstała i w paru krokach znalazła się poza ogrodem.
— Chodź!
Viki uśmiechnęła się lekko.

Po pracy Piotr czekał na Hanę przy swoim samochodzie.
— Jedziemy? — zapytał, gdy tylko zauważył wychodzącą ze szpitala lekarkę i otworzył jej drzwi od strony pasażera.
— Przecież mam swój samochód. — Hana uśmiechnęła się.
— Rozmawiałem z twoim samochodem i powiedział, że zaczeka — oznajmił Piotr z rozbrajającym uśmiechem na ustach.
Hana spojrzała na chirurga i nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu.
— Jasne, jasne. — Pokręciła głową z rozbawieniem, ale wsiadła do auta.
Nie jechali długo. Gdy dotarli na miejsce, wysiedli z samochodu i znaleźli wolny stolik w kawiarni. Zamówili kawę i zaczęli rozmowę.
— Więc... O czym chciałeś porozmawiać?
Wolę mieć to już za sobą.
— A nie mogłem po prostu zaprosić cię na kawę? — zapytał Piotr, po raz kolejny się uśmiechając.
— No niby mogłeś, ale... — Ale jestem pewna, że nie o to ci chodziło.
— Ale? — Chirurg uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile to w ogóle możliwe.
— Nieważne. — Hana upiła łyk kawy.
— A ja mimo wszystko chciałbym wiedzieć.
— Naprawdę, nie ma czego. — Teraz to ona się uśmiechnęła.
— No dobrze, w takim razie, nie będę nalegał.
Na chwilę zapadła cisza, po czym Piotr odważył się zapytać:
— A co z nami?
— Z nami?
Pięknie, sama chciałaś z nim o tym pogadać, a teraz udajesz idiotkę? Brawo, Hana, tylko tak dalej, pomyślała z sarkazmem.
— Myślałem, że...
— Że co? — zapytała Hana, może trochę za ostro.
— Jesteś dla mnie bardzo ważna, wiesz? — powiedział Piotr, nie zważając na jej ton.
Spojrzał jej w oczy, aż wreszcie kobieta odwróciła wzrok.
— Piotr... Ja...
Przecież chciałaś z nim o tym pogadać, no wyduś coś! Wzięła głębszy oddech.
— Ja... Ja chyba nie jestem jeszcze gotowa na nowy związek — zaczęła, unikając patrzenia w jego oczy. — Mówiłam ci o Jamesie... — przerwała.
Piotr spojrzał na kobietę. Chciał powiedzieć cokolwiek, wywrzeszczeć jej w twarz, że ją kocha, ale wiedział, że to nie jest rozwiązanie, ani tym bardziej to nie ten moment. Hana ciągle unikała jego wzroku, więc nie widziała jego smutnych i przepełnionych bólem oczu.
— Rozumiem. — Co innego mógł powiedzieć?
— To nie chodzi o to, że ja nie chcę, tylko...
Piotr bez słowa pokręcił głową.
— Rozumiem — powtórzył. — I będę czekał.
Na chwilę zapadła niezręczna cisza.
— Chodź, odwiozę cię.
Hana nie protestowała, pomimo tego, że jej samochód ciągle stał pod szpitalem. Całą drogę do jej mieszkania nie odezwali się ani słowem.
— Dziękuję — mruknęła dziewczyna, gdy dojechali.
— Nie ma za co.
Jest.
— Muszę iść, Viki czeka. Pa. — Pocałowała go na pożegnanie w policzek i czym prędzej wyszła z samochodu. Piotr odprowadził ją spojrzeniem aż do chwili, gdy zniknęła w drzwiach.
Będzie czekał. Chociażby nie wiedział jak długo, będzie czekał.

— Tak się zastanawiam...
Victoria podniosła wzrok znad ekranu laptopa i powiodła spojrzeniem do siedzącej naprzeciwko Hany. Kobieta uważnie przypatrywała się córce, przy okazji marszcząc lekko nos.
— Nad czym? — zapytała dziewczyna, z powrotem przenosząc wzrok na trzymany na kolanach laptop.
— Czy ty lubisz robić cokolwiek innego, czy tylko siedzieć przed tym laptopem?
— Oczywiście — odparła Victoria tonem, który sugerował lekką irytację tym, że Hana może w to wątpić. — A czemu cię to zastanawia?
— Bo zawsze jak wracam do domu, zastaję ten sam obrazek: widzę ciebie i tego twojego laptopa. Naprawdę nie można znaleźć sobie ciekawszego zajęcia?
— Większość dnia spędzam z Blanką. — Przypomniała jej chłodno Victoria, gdyż ostatnią rzeczą, którą miała zamiar teraz słuchać, była Hana i jej wyrzuty.
— A jak wracasz, to od razu do laptopa. Nawet ze mną słowa nie zamienisz...
Victoria znowu podniosła wzrok na matkę. Czy jej się tylko wydawało, czy usłyszała zawód w głosie Hany? Spojrzała w jej szaro-niebieskie oczy, ale nie umiała z nich wyczytać żadnych emocji, więc zrezygnowała.
— A teraz, to przepraszam cię bardzo, co robimy? — zapytała, chcąc wygonić z głowy te myśli.
Przecież... Niby dlaczego miałaby znowu zacząć obchodzić Hanę? Po tym wszystkim...
— Dobrze wiesz, że nie o to chodzi — odparła kobieta, a Viki otrząsnęła się ze swoich niezbyt miłych przemyśleń.
— Tak? — W głosie Victorii pojawił się sarkazm. — Nie o to? To jak twoim zdaniem ma wyglądać ta rozmowa?
— Normalnie.
— A teraz to ona nie wygląda normalnie? Oczywiście, pomijając temat, bo tematu nie ma — stwierdziła dziewczyna z lekką kpiną.
— Jeżeli dla ciebie to jest normalna rozmowa...
— Okej — mruknęła Victoria i na chwilę cała jej uwaga skupiła się na laptopie.
W końcu zamknęła go i odłożyła na stół.
— Więc, o czym chciałaś „porozmawiać”? — W jej oczach coś błysnęło.
Wyzwanie?
— Nie wiem... — Hana jakby straciła cały zapał do tej rozmowy, a Viki z trudem opanowała triumfalny uśmiech, który miał zamiar pojawić się na jej twarzy. — Jakie miejsca lubisz, czym się interesujesz...
— A ty co lubisz, hm? — Victoria spojrzała na matkę z nagłym zainteresowaniem.
— To ja ciebie o to pytam — mruknęła Hana, odrobinę zdenerwowana.
— A ja to już nie mogę? — zapytała Victoria, patrząc na matkę niby to niewinnym wzrokiem.
— Oczywiście, że możesz. Ale później. — Hana starała się zachować spokój.
— A czemu nie teraz? Coś za coś.
— Bo ja pierwsza zadałam pytanie. I oczekuję odpowiedzi... W końcu niewiele rzeczy o tobie wiem, może nadszedł czas, żeby to zmienić...
— Cóż. — Viki wzruszyła ramionami — Ale potem ty.
— Okej — zgodziła się Hana.
Ta rozmowa jest zdecydowanie dziwna, pomyślała Viki, patrząc na Hanę. Ale... Skoro jej matka sama to zaproponowała...
— Więc... — Przecież to głupie! — Jak zauważyłaś, większość czasu spędzam przed laptopem. — Victoria nie mogła się nie uśmiechnąć, widząc wyraz twarzy Hany. — Czym się interesuję, co lubię? Matmę, słuchanie muzyki, biologię, czytanie książek, surfowanie po Internecie, dobrą zabawę...
— ...i robienie mi na złość. — Hana delikatnie się uśmiechnęła.
— No jasne, zapomniałam o najważniejszym. — Viki nie mogła powstrzymać śmiechu. — A ty?
No cóż, skoro obiecała...
— Dobre filmy, muzykę, jak Przemek gra na gitarze. Pracę w szpitalu, imprezy...
— Imprezy? To coś nowego. — Uśmiechnęła się dziewczyna.
— Chodziło mi o imprezy takie w gronie znajomych. Dyskoteki nadal odpadają. — Na twarzy Hany również pojawił się uśmiech.
— Jacy wy, dorośli, potraficie być przewidywalni...
— Za to po młodzieży można spodziewać się wszystkiego...
— Coś sugerujesz? — zapytała Viki, z rozbawieniem wpatrując się w Hanę.
— Nie, dlaczego?
— Tak pytam. — Dziewczyna wzruszyła ramionami.
— Jasne — mruknęła Hana. — Idź już lepiej spać, późno jest.
— Jakie późno jak wcze... — Victoria umilkła, gdy jej wzrok natrafił na zegar.
 23:47.
— No, może trochę...
— Trochę? Dobranoc. — Widząc, że Viki chce coś powiedzieć, dorzuciła: — Żadnych sprzeciwów, dobrej nocy. — Uśmiechnęła się z triumfem, gdy dziewczyna ziewnęła.
— No dobra, dobranoc — wymamrotała niechętnie i poszła do swojego pokoju.
Hana tymczasem wpatrywała się w zamknięte drzwi pokoju swojej córki. Być może, wreszcie, zaczęło się pomiędzy nimi układać, ale na jak długo? Kobieta zamknęła oczy, gdyż doskonale wiedziała, ile to może trwać. Ale... Potrząsnęła głową. Nie, nie będzie teraz o tym myśleć. Z takim postanowieniem ona również poszła spać.

Następnego dnia rano, Hana była już spóźniona do pracy. W pośpiechu zjadła śniadanie, pożegnała się z Viki i wybiegła na parking. Cholera, pomyślała, gdy przypomniała sobie, że jej samochód owszem, stoi na parkingu, ale szpitalnym. Zła, wyjęła telefon, by wykręcić numer po taksówkę. Już miała to zrobić, gdy nagle jakiś samochód wyhamował przed nią z piskiem opon. Zdumiona, podniosła głowę.
— Wsiadasz, czy będziesz tak stała? — zapytał Piotr, patrząc na kobietę.
— Co ty tu robisz? — To było jedyne, co w tym momencie przyszło jej do głowy.
— Stoję? — Mężczyzna wysiadł z auta, obszedł je i otworzył drzwi od strony pasażera przed Haną. — Wsiadasz? Bo twój samochód zapewne ciągle stoi na parkingu, więc...
Hana, ciągle oszołomiona, wsiadła.
— Nie musiałeś... — powiedziała, gdy byli już prawie u celu podróży.
— Musiałeś, nie musiałeś... Nieważne.
Po raz kolejny zapadła cisza. Gdy tylko dojechali, kobieta niemal wybiegła z samochodu, mamrocząc pod nosem ciche „dziękuję”. Szybkim  krokiem uciekła do szpitala. Piotr natomiast dalej siedział w samochodzie, delikatnie się uśmiechając. W końcu dyżur zaczynał dopiero za dwie godziny, więc nigdzie mu się nie śpieszyło…

Hana miała przerwę, więc postanowiła skoczyć na kawę do bufetu. Usiadła w najodleglejszym kącie pomieszczenia i zaczęła mieszać łyżeczką w zamówionym napoju. Mętnym wzrokiem patrzyła gdzieś przed siebie. Chciała znowu wszystko przemyśleć... Jednak nadal tak naprawdę nie miała pojęcia, czego tak naprawdę chce... Jej głowę ogarnęły tysiące chaotycznych myśli. Nie była pewna, co czuje... To wszystko... Viki, Piotr, jej zmarły mąż, jeszcze niedawno Karol... I... I to wszystko, co wydarzyło się w Izraelu. Tak bardzo chciała o tym zapomnieć, tak bardzo chciała zapomnieć o nim, ale... Nie dało się. Nie mogła, kiedy codziennie coś, a raczej ktoś jej go przypomniał...
— O, Hana! Szukałem cię... — Przemek dosiadł się do siostry, zbyt podekscytowany, by zauważyć dziwne zachowanie kobiety.
Hana tymczasem szybko otrząsnęła się ze swoich niezbyt przyjemnych myśli i spojrzała na brata lekko nieprzytomnym wzrokiem.
— Coś się stało? — zapytała, a Przemek w odpowiedzi zaczął jej opowiadać o przygotowaniach do ślubu...
Kobieta udawała, że go słucha, ale tak naprawdę jej myśli ciągle zaprzątało coś zupełnie innego...
*************

Przepraszam za długą zwłokę i w zamian chcę Wam powiedzieć, że kolejny rozdział już jutro. Anonimowy zasugerował/zasugerowała mi, żebym rozpowszechniła gdzieś to opowiadanie, co oczywiście wezmę pod uwagę. Byłabym również wdzięczna, gdybyście Wy także polecili je na swoich blogach, fanepage’ach czy gdziekolwiek indziej ;)


Anja & kinina

poniedziałek, 27 stycznia 2014

17. Decyzje i nieoczekiwana pomoc

— Wychodzę! — wrzasnęła Viki, stając na chwilę w drzwiach kuchni.
Hana mimowolnie się skrzywiła. Od ranka bolała ją głowa, nawet proszki przeciwbólowe nie za bardzo jej pomogły.
— Ciszej, nasi sąsiedzi nie muszą tego wiedzieć, prawda? — mruknęła i wyciągnęła dłoń po puszkę z kawą.
Oczywiście, była pusta.
— No nie muszą, ale słuchać mnie też nie muszą, prawda?
— Jest kawa? — zapytała Hana, patrząc na córkę i ignorując jej wcześniejsze pytanie.
— Nie ma — oznajmiła jej tą bezlitosną prawdę Viki. — I nie będzie, póki ktoś po nią nie zajdzie.
— Tak, tak — wymamrotała Hana. — Więc może ty to zrobisz?
— Ja wychodzę, ale poproś Leroy.
— Ciebie to o coś... — zaczęła, ale urwała. — Czemu Leroy? — spojrzała podejrzliwie na córkę.
— Bo tu przyjdzie, dzwoniła wczoraj, ale ciebie nie było. Właśnie, jak się udała randka? — Victoria spojrzała na matkę z lekkim uśmieszkiem na twarzy.
Podeszła do stołu i upiła łyka z herbaty, którą właśnie zrobiła dla siebie Goldberg.
— To nie była randka tylko spotkanie towarzyskie, w dodatku zakończone totalnym brakiem wyczucia twojej zajebistej matki — wymamrotała Hana, a Victoria zakrztusiła się pitym właśnie napojem.
Kto by pomyślał, że mamusia wyleci z takim tekstem?
— No weź, nie mogło być aż tak źle... — I tak się cieszę, że było, to idiota.
— Chyba będziemy mieszkały same nie wiadomo jak długo... — Hana chyba nie wiedziała, co mówi.
Z nią chyba jest źle. Cholera, jak to dobrze, że Leroy przychodzi, pomyślała, ale na głos powiedziała jedynie:
— To cudownie. – Zdanie jak zwykle było okraszone sporą dawką sarkazmu, na co kobieta tym razem nie zwróciła uwagi.
Nie no, bo się jeszcze zacznę martwić.
— Z tobą tak wszystko okej? — zapytała dla upewnienia.
W odpowiedzi otrzymała jedynie ciężkie spojrzenie, oczywiście autorstwa Hany.
— Czyli nie — wywnioskowała Viki i dopiła resztę herbaty. — Zrobisz sobie nową, ja się śpieszę — rzuciła lekkim tonem, gdy Hana znowu na nią spojrzała.
— Jasne. Idź już lepiej i wróć o jakiejś przyzwoitej godzinie.
— Tak... Dobra, idę!
Po chwili trzasnęły drzwi, a Hana zamknęła oczy i położyła głowę na stole. Co ja bredzę?

Pół godziny później zadzwonił dzwonek do drzwi. Hana, już w trochę lepszym nastroju, poszła otworzyć drzwi.
— Już jesteś? — Uśmiechnęła się na widok siostry. — Chodź.
Leroy w odpowiedzi również się uśmiechnęła i weszła do mieszkania.
— Viki nie ma? — zapytała, rozglądając się.
— Nie, poszła do koleżanki... — Tak mi się przynajmniej wydaje.
— Jasne.
Hana skinęła głową w stronę kuchni, więc Leroy tam właśnie się udała.
— Kiedy masz samolot? — zapytała, szykując dwie herbaty.
— Jutro. A co, aż tak bardzo działam ci na nerwy? — zaśmiała się.
— Bardzo śmieszne — wymamrotała w odpowiedzi Hana. — Tyle czasu się nie widziałyśmy...
— Trzeba było przyjechać. — Leroy zdawała sobie sprawę, że ta rozmowa schodzi na temat, którego jej siostra nie chciała poruszać.
— Żeby to było takie proste...
— A nie było?
— Praca — odpowiedziała Hana, stawiając przed siostrą kubek z herbatą.
— Jasne. — Leroy posłała w jej stronę jeden z tych 'sarkastycznych' uśmiechów, których nauczyła się od Viki.
Viki...
— Przyjadę jak tylko się pozbieram — Hana upiła łyk herbaty.
— Czekam. — Leroy uśmiechnęła się lekko. — A... — zawahała się. — Dziwnie wyglądasz, stało się coś?
— No dziękuję ci bardzo — zaśmiała się kobieta. — Nie — dodała nieprzekonywująco, ale cóż, Leroy i tak nie szło okłamać, więc po co się starać?
— No weź, przecież wiesz, że zawsze mówię prawdę. — Tym razem to ona się uśmiechnęła. — Czyli... Wszystko okej, tak? — I tak nie było okej, Leroy doskonale to widziała, ale nie chciała zbytnio zmuszać swojej siostry do zwierzeń.
— Jak najbardziej.
— Yhym... — dziewczyna spojrzała na uśmiech, którym obdarzyła ją Hana.
Zdecydowanie fałszywy.
— A dogadujesz się jakoś z Viki? W końcu to ja jej... zaproponowałam, żeby tu przy jechała... — Po wyrazie twarzy Hany, od razu zorientowała się, że to nie córka jest teraz największym kłopotem jej siostry.
— Łatwo nie jest, ale... Dajemy radę.
— Wiesz, chciałam zadzwonić i ci powiedzieć, ale stwierdziliśmy, że tak może będzie lepiej. — Leroy wzruszyła ramionami i upiła łyk ze swojego kubka.
— Jasne. Nie mam pretensji, chociaż, szczerze mówiąc, byłam zaskoczona.
— Hm... No tak, ale wiesz...
— Wiem. — Hana uśmiechnęła się lekko.
— To dobrze. Więc, kiedy wracasz do pracy?
— Na razie mam tydzień urlopu. — Hana rzuciła siostrze spojrzenie z serii bo ty może o tym nie wiesz?.
— Zastanawiam się, jak to przeżyjesz — skomentowała jej słowa Leroy, z całych sił starając się ukryć uśmiech, który pojawił się na jej twarzy.
— Nie będzie tak źle — westchnęła wreszcie Goldberg. — Z Viki zawsze jest ciekawie... — Hana przypomniała sobie scenę z przed niecałej godziny.
— Co masz na myśli?
— Ona zawsze coś wymyśli.
— Tu nie zaprzeczę. Ale ty zawsze byłaś cierpliwą osobą, więc czym ona aż tak cię wyprowadza z równowagi?
— Powinnaś posłuchać choć jednej naszej rozmowy. Czasem już nie mam siły, w dodatku z niewiadomych powodów nie znosi Piotra i praktycznie cały czas się nie o niego kłócimy.
— Wiedziałam! — Leroy przerwała siostrze z szerokim uśmiechem na twarzy. — Czyli jednak jesteście razem?
Hana spojrzała na dziewczynę z miną typu idiota.
— Ale że o co ci chodzi? — zapytała.
— Jasne, nie udawaj. Przecież to widać na kilometr.
— Nie no, czekaj. Nie wiem o co ci chodzi. — Hana naprawdę wyglądała, jakby do końca nie wiedziała, o co chodzi jej siostrze.
— Jasne. — Leroy przewróciła oczami z irytacją. — Jesteście parą?
— Leroy, dobrze się czujesz? Ja i Viki? — Hana jeszcze nie wiedziała, że powiedziała kilka słów za dużo...
Dziewczyna spojrzała na swoją siostrę jak na kompletną wariatkę. W końcu nie wytrzymała i wybuchła głośnym śmiechem. Hana nadal zachowała kamienną twarz i spokojnie czekała, aż jej siostra się uspokoi.
— To chyba ty się źle czujesz, siostrzyczko. Pytałam o ciebie i Piotra. Jesteście parą?
— A, o to — powiedziała odkrywczo Hana.
— Tak, o to — odpowiedziała z sarkazmem Leroy. — Więc?
Hana uciekła gdzieś wzrokiem.
— Nie. Nie jesteśmy — mruknęła cicho, całą swoją uwagę skupiając na widoku za oknem.
— Tak, jasne. I ja mam ci w to uwierzyć?
— A dlaczego nie?
— Bo gadałam wczoraj z Viki.
— Niby o czym?
Gdybyś tylko wiedziała...
— O wszystkim i o niczym. No i przy okazji wspomniała mi, że wyszłaś na kolację... — Leroy posłała w stronę Hany „słodki” uśmiech.
Cholera.
— Na PRZYJACIELSKĄ kolację, siostrzyczko.
— Ależ oczywiście. — Sarkazm w głosie siostrzyczki był doskonale słyszalny. — Ale ogólnie Viki powiedziała mi co nieco...
Cholera, CO?
— Co nieco, czyli? — zapytała trochę ostrzejszym tonem, niż zamierzała.
— Wystarczająco dużo, żeby dojść do jako takich wniosków. Nie chcesz, nie mów, ja swoje wiem.
— Powiedziałam prawdę, więc nie wiem, o co ci chodzi... — Byłoby jednak lepiej, gdybym wiedziała, co jest tą „prawdą”.
— Oczywiście. — Leroy kiwnęła głową z pełną powagą na twarzy.
— A teraz mów jak u ciebie. O mnie już dosyć.
Sprytna zmiana tematu, ale nie ze mną te numery.
— A co ma być u mnie? To, co zawsze. To u ciebie jest ciekawiej. — Nie mogła odmówić sobie złośliwego uśmiechu.
— Ale o mnie już rozmawiałyśmy.
Niech ci będzie.
— Mówiłam, nic ciekawego. Są wakacje, to przyleciałam do Izraela. No i teraz tutaj.
— A co u rodziców?
— Wszystko w porządku. — Dziewczyna wzruszyła ramionami. — Tata większość czasu spędza w klinice, a mama zajmuje się bliźniaczkami.
— Aha... No to dobrze...
Przez resztę przedpołudnia rozmawiały o wszystkim i o niczym, nie poruszając tematu Piotra. Po kilku godzinach Leroy pożegnała się z siostrą i wyszła z jej mieszkania. Hana do wieczora wynajdywała tysiące różnych zajęć, byleby tylko nie myśleć. O niczym. W końcu nastał wieczór. Victoria wróciła do domu dwie godziny temu i od tego czasu nie odezwała się do matki ani słowem, co było dość zdumiewające. Hana siedziała właśnie na łóżku. Tysiące myśli przelatywało przez jej głowę, nie wiedziała od czego ma zacząć. Nie miała pojęcia, co się z nią dzieje. To wszystko było tak cholernie skomplikowane... Sama nie wiedziała, czego tak właściwie chce. I do tego wszystkiego Victoria. Ona wszystko jeszcze bardziej komplikowała. Nie ma to jak zrzucać winę na własną córkę, brawo, skarciła samą siebie. Kobieta westchnęła w myślach i popatrzyła na zegarek. Było po 23, więc wypadałoby iść spać. Tym bardziej, że jutro dyżur zaczynała o 9. Zgasiła lampkę i położyła się do pustego łóżka. Chyba jednak wolałaby, żeby obok czekał na nią Piotr...

Wiki właśnie kończyła dyżur. Wyszła z lekarskiego, wpadając prosto na swojego narzeczonego.
— Hej. — Pocałowała go na przywitanie w policzek.
— Cześć. — Przemek wydawał się być lekko zdziwiony.
— Gadałeś dzisiaj z Agatą? Jak ona się trzyma?
— Jakoś się trzyma... — mruknął Przemek. — Nie jest jej łatwo. Zresztą, nie dziwię się.
— No tak... — wymamrotała Wiki i spojrzała na swojego narzeczonego. — Sądzisz, że on naprawdę wyszedł z tego więzienia? Bo jeśli tak, to Agata nie może być nawet na chwilę sama...
— Nie mam pojęcia... — westchnął mężczyzna i objął ukochaną w pasie. — Na razie jest z nią Marcin.
— Tak? — zdziwiła się Wiki. — To dobrze. Musimy za wszelką cenę nie dopuścić, by Paweł dowiedział się o ciąży Agaty...
— Nie martw się, wszystko będzie w porządku. — Przemek uśmiechnął się i złapał Wiktorię w pasie. Okręcił ją dookoła, postawił na ziemi i pocałował w usta.
— Muszę lecieć, praca wzywa — jeszcze raz ją pocałował i uśmiechnął się. — Pozdrów Agatę.
— Jasne — westchnęła Wiki, kompletnie nieświadoma tego, że główny zainteresowany słyszał całą jej rozmowę z Przemkiem...

Ciemność otaczała go ze wszystkich stron. Stare, odrapane i brudne ściany, zapach stęchlizny w pomieszczeniu... Nikt nie chciałby przebywać w TYM miejscu. Ale jemu było to teraz obojętne. Wyklinał siebie, swojego wspólnika, wyklinał osobę, przez którą, jego zdaniem, się tutaj znalazł. Nie wierzył, że mógł być aż tak głupi, aż tak dał się podejść... Zaufał mu, a teraz... Teraz siedział w więzieniu i jedyną rzeczą, którą mógł zrobić, to czekanie na wyrok. To zresztą też go nie obchodziło. Wiedział, że dostanie dożywocie. A nawet jeśli nie, to stracił wszystko co miał. Dopiero teraz to sobie uświadomił. Wiedział, że teraz nie ma już po co żyć. Godzinę później przechodzący obok celi policjant mógł zobaczyć bladego mężczyznę. Z jego podciętych żył wypływała krew, zabarwiając podłogę na nieprzyjemny, ciemnoczerwony kolor. Policjant podszedł do leżącego i sprawdził puls. Nie wyczuł go.

Agata po raz kolejny spojrzała na papier, który trzymała w dłoni. Nie miała pojęcia, kto ani po co go napisał. Znalazła go przed drzwiami hotelu. List był zaadresowany do niej, ale kto mógł coś takiego napisać? Westchnęła i z lekko bijącym sercem zaczęła czytać.
Agata,
Nie wiem, od czego zacząć. Chciałbym się spotkać, ale wiem, że to głupi pomysł. Wypuścili mnie z więzienia za „dobre sprawowanie”, o ile nie będę się do Ciebie zbliżał. Zrobiłem to i wiem, że ułożyłaś już sobie życie, a ja wreszcie to zrozumiałem. Powiem tylko tyle, że wiem, że jesteś w ciąży. Dzięki temu inaczej spojrzałem na wiele rzeczy. W momencie, gdy będziesz czytała ten list, ja będę daleko stąd. Mam nadzieję, że sobie poradzisz.
Na zawsze Twój, Paweł
Agata zamknęła oczy. Nie wiedziała, co ma zrobić, jak zareagować. Gdy na policzkach poczuła pierwsze słone krople, nie protestowała. Położyła głowę na poduszce i rozpłakała się z bezradności.

Wiki właśnie weszła do hotelu. Po ciężkim dniu pracy marzyła już tylko o ciepłej kąpieli i wygodnym łóżku. Rozebrała się i weszła do salonu. Zastała tam Agatę, która siedziała na sofie. W ręku trzymała jakąś kartkę papieru... Nieobecnym wzrokiem patrzyła gdzieś w dal. Nie dało się nie zauważyć, że niedawno płakała.
— Agata... Agatka, co się stało? — zapytała, siadając obok przyjaciółki.
— Czytaj. — Woźnicka wcisnęła jej kartkę w dłoń.
Wiktoria przeczytała list kilka razy i nie mogła uwierzyć. Nie wiedziała co powiedzieć, tylko przytuliła przyjaciółkę. Agata, po raz kolejny tego dnia, rozpłakała się z poczucia bezradności. Wiki tuliła ją w swoich ramionach, szepcząc kojące słowa, póki blondynka nie zasnęła.

Następnego dnia Hana za wszelką cenę postanowiła unikać Piotra. Oczywiście, los sobie z niej zadrwił, i po południu jedną z operacji miała właśnie z Piotrem. Cholera... No cóż, musiała zdać się na swój profesjonalizm. Innego wyjścia nie było. Sama operacja na szczęście była na tyle skomplikowana, że nie mieli zbyt wiele czasu na rozmowy. Jednakże trwała ona ładnych parę godzin, dlatego Hana ledwo stała na nogach, gdy się skończyła. Podziękowała wszystkim za współpracę i szybkim krokiem skierowała się do pomieszczenia, w którym lekarze przebywali po operacji. Hana wyszła z sali operacyjnej. Miała nadzieję, że Piotr jeszcze tam zostanie, ale niestety — wyszedł za nią. Nadal nie odzywali się do siebie, milczeli. Kobieta postanowiła przerwać tą ciszę.
— Piotr... — sama do końca nie wiedziała po co się odezwała.
Mężczyzna tylko popatrzył na nią czekając na to, co wydarzy się dalej.
— Pomożesz mi... Odwiązać fartuch? — Czy mogłam jeszcze bardziej się skompromitować i powiedzieć coś głupszego?
Piotr w duchu roześmiał się głośno, jednak nie dał tego po sobie poznać. Zdziwiło go pytanie, no ale...
— Jasne.
Piotr podszedł do  Hany i delikatnie odwiązał jej fartuch. Dłońmi musnął skórę na jej szyi, wywołując u Hany gęsią skórkę. Kobieta zamknęła oczy, przeszedł ją dreszcz. Uwielbiała jego dotyk... Złapała go za rękę sama nie wiedząc, dlaczego to zrobiła. Odwróciła się do niego twarzą i delikatnie uśmiechnęła.
— Dziękuję — szepnęła.

Żadne z nich nie odezwało się już więcej ani słowem. Stali tak jeszcze przez chwilę, patrząc sobie w oczy, po czym Hana odwiesiła fartuch i wyszła z pomieszczenia.

sobota, 25 stycznia 2014

16. Błędy i coś jeszcze?

Piotr przebudził się i spojrzał na zegarek, który miał na ręce. 6:30. Jak dobrze, że dzisiaj miał wolne... Dopiero po chwili zorientował się, że jego głowa dalej spoczywa na brzuchu Hany. Sam już nie wiedział czy to był sen, czy jednak tak było naprawdę... Spojrzał na śpiącą Hanę. Nie mógł oderwać od niej wzroku. W końcu podniósł się, pocałował ją w policzek i pojechał do domu.

Parę godzin później po raz kolejny tego dnia znalazł się pod salą Hany. Tym razem towarzyszyła mu jednak Victoria.
— Obudziła się? — W głosie dziewczyny dało się wyczuć nutkę ekscytacji, wymieszanej z niepokojem.
— Tak, dzisiaj w nocy. — Piotr na samą myśl uśmiechnął się pod nosem. — Wchodzimy?
— Jasne. — Victoria spojrzała podejrzliwie na dziwnie radosnego Piotra.
O co mu chodzi?, myślała, wchodząc do sali Hany.
— Viki... — kobieta uśmiechnęła się na widok córki.
— Cześć. — Victoria odwzajemniła uśmiech. — Jak się czujesz?
— Nie jest tak źle, jak mogłoby być.
— Yhym... — mruknęła Victoria. — Kiedy cię wypisują?
— Oby jak najszybciej. Nie mam zamiaru leżeć tu nie wiadomo ile...
Piotr udawał, że przysłuchuje się rozmowie, jednak tak naprawdę był bardzo daleko w krainie, gdzie znajdowały się tylko dwie osoby: Hana i on. Chciał, żeby to wszystko było takie proste. Ale prawda była brutalna — nie było... Nawet nie zauważył, kiedy wyszła Victoria.
— Gdzie Viki? — zapytał, siląc się na obojętny ton.
— Wyszła, zaraz wróci. — Hana wyraźnie unikała jego spojrzenia, czego mężczyzna nie zauważył albo nie chciał zauważyć...
— Hana... — Po chwili popatrzył w jej oczy i uśmiechnął się.
Hana nie odezwała się ani słowem. Po chwili jednak podniosła wzrok. Piotr cofnął się, widząc malującą się w jej oczach obojętność. Sytuacja powoli robiła się coraz bardziej niezręczna.
— Coś... Nie tak? — Jasne, że coś jest nie tak, ty idioto!, skarcił się w myślach. — Źle się czujesz?
— Nie, wszystko jest okej.
— Właśnie widzę... – W głosie Piotra pobrzmiewał sarkazm.
— Naprawdę, wszystko jest okej. — Ile można siedzieć w łazience?
— Powiedzmy, że ci wierzę... — Żałuje?
— A czemu miałbyś mi nie wierzyć? — Nie mogła się powstrzymać przed zadaniem tego pytania.
W tym momencie drzwi do sali po raz kolejny tego dnia się otworzyły. Wróciła Viki.
— Będę się zbierał... Dzwońcie, jakby co. Cześć.
Obydwie – Victoria i Hana — odprowadziły go wzrokiem aż do wyjścia. Hana, szczęśliwa, że Piotr nie poruszył TEGO tematu, a Viki zdumiona zachowaniem dorosłych. Gawryło tymczasem szybkim krokiem przemierzał korytarze szpitala. Chciał jak najszybciej stąd wyjść, nie myśleć o niczym... Nie wytrzymałby tam ani minuty dłużej. Nie mógł znieść tej obojętności, tego nic nie znaczącego wyrazu twarzy... A może ta noc to rzeczywiście był tylko sen? Musiał odpocząć i porządnie się wyspać. Ale z walki rezygnować nie zamierzał. On zawsze walczył do końca...

Hana zamknęła oczy. Viki wyszła jakieś parę minut temu i kobieta miała ochotę na chwilę w samotności. Musiała przemyśleć pewne rzeczy...
— Cześć, siostra! Jak się czujesz?
Hana, zdumiona, poderwała głowę.
— Leroy? — zszokowana wpatrywała się w swoją siostrę, stojącą w drzwiach. — Co ty tu robisz?
— Przyjechałam do ciebie. — Dziewczyna uśmiechnęła się w odpowiedzi.
— Kiedy?
— Kilka dni temu. Jak się czujesz? — Leroy usiadła na krześle.
— Bywało lepiej. — Hana wymusiła uśmiech. — A u was wszystko okej?
— Tak, nic się nie zmieniło.
— Tak myślałam. — Leroy, słysząc słowa siostry, przewróciła oczami. Rozmawiały przez chwilę, starannie omijając kwestię wypadku. Obie miały świadomość, że to nie czas na takie tematy.
— A wiesz, że jeden z lekarzy pomylił mnie z tobą? Niezłą miał minę – zaśmiała się w pewnym momencie dziewczyna.
— Naprawdę? — Hana z zaskoczeniem spojrzała na siostrę. — Który?
— Piotr... Gawryło?
— Och... — Kobieta szybko odwróciła wzrok.
— Coś nie tak? — zapytała młodsza dziewczyna, widząc dziwne zachowanie Hany.
— Nie, niby czemu? — spytała Hana, doskonale udając zdziwienie.
— Hm, nie wiem. – Leroy wzruszyła ramionami, jednak uważniej przyjrzała się siostrze. — Masz tu kogoś? – wypaliła, zanim zdążyła się powstrzymać.
Hana przez chwilę nie się nie odzywała, co dla Leroy było wystarczającym znakiem, że COŚ jest na rzeczy.
— Chyba wiem, po kim Victoria ma tę swoją cholerną ciekawość... — wymamrotała wreszcie szatynka, co dziewczyna przyjęła za kolejny znak.
— O, naprawdę? No widzisz. — Leroy z całych sił starała się nie wybuchnąć śmiechem. — Dalej nie uzyskałam odpowiedzi na moje pytanie. — Jej twarz rozświetlił szeroki uśmiech, gdy zauważyła zmieszanie widoczne na twarzy Hany.
— Które? — Lekarka ciągle grała na zwłokę, co niezmiernie bawiło jej siostrę.
— Czy kogoś masz — odparła, ciągle z tym samym szerokim uśmiechem na twarzy.
— Nie — odpowiedź Hany padła o sekundę za szybko.
Czyli jednak.
— Jasne, jasne... I tak wiem swoje, siostrzyczko. Lecę, bo umówiłam się z Viki. Jutro przyjdę — ucałowała siostrę w policzek i już miała wychodzić, gdy zatrzymał ją jej głos.
— Co niby wiesz?
— Wszystko, kochana — posłała Hanie jeszcze jeden uśmiech i wyszła.
Hana odprowadziła ją do drzwi nic nie rozumiejącym wzrokiem, po czym położyła głowę na poduszce. Cholerna Leroy.

Hana zamknęła na chwilę oczy. Przecież czuła się dobrze, do cholery! Ale nie, oczywiście jej troskliwy braciszek z jeszcze bardziej troskliwszą siostrzyczką załatwili jej ponad tydzień wolnego! A przecież przeleżała już prawie dwa w sali szpitalnej i wszystko było dobrze, to po co jeszcze urlop?
— Hana? — Z zamyślenia wyrwał ją głos Piotra.
Cholera... Może jednak urlop byłby lepszy niż rozmowa z nim?
— Och, Piotr... — mruknęła, starając się nie patrzeć w jego oczy. — Stało się coś?
— Nie... Jak się czujesz? Wszystko dobrze?
— Tak, wszystko w porządku. — Mimowolnie się uśmiechnęła.
— Cieszę się. — Piotr odwzajemnił jej uśmiech.
— Tak, ja też. — Kobieta przewróciła oczami. — Tylko o to chciałeś spytać? Bo Viki czeka na mnie w samochodzie i... — Pewno poczekałaby jeszcze, ale ja po prostu nie mogę tu stać z tobą jak gdyby nigdy nic…
— Nie... — Cholera, czy ona musi się TAK uśmiechać? — Wiesz, pomyślałem, że jutro obejrzę jakiś dobry film połączony z kolacją — i śniadaniem — ale samemu to nie taka atrakcja... Wpadniesz?
Hana przez ułamek sekundy spojrzała mu w oczy. I wiedziała, że nie odmówi. Nie potrafiłaby. Zresztą... To i tak byłoby lepsze od tego siedzenia w domu, prawda? Z drugiej strony, wiedziała, jak to wszystko może się skończyć...
— Jasne, z chęcią. — Po raz kolejny się uśmiechnęła.
— Fajnie. To... Do jutra.
— Pa. — Hana chciała już odejść, ale, tknięta jakimś impulsem, pocałowała Piotra w policzek.
Piotr dalej stał w miejscu. W końcu odwrócił i spojrzał z niedowierzaniem na powoli znikającą kobietę. Nie mógł jednak powstrzymać uśmiechu, który pojawił mu się na twarzy.

Następnego dnia wieczorem Hana szykowała się do wyjścia. 
— Idziesz gdzieś? — Victoria podniosła głowę znad laptopa.
— Yhym...
— Można wiedzieć, gdzie? — zapytała dziewczyna, uważnie przyglądając się Hanie.
Czy ona naprawdę musi zawsze wszystko wiedzieć?
— Na kolację. — Cóż za treściwa odpowiedź, MAMO. — Jasne — potaknęła.
O co jej chodzi?
— Nie wiem, o której wrócę.
O ile w ogóle wrócisz.
— Yhym... — wymamrotała, nie odrywając wzroku od laptopa. — A z kim idziesz? — zapytała po chwili.
Po co ona zadaje tyle pytań?
— A z kim mogę iść?
Trzeba będzie sprawdzić jej cierpliwość.
— A bo ja wiem?
Nawet za dobrze.
— Wiesz.
Irytuje się. Nie było wcale tak trudno. No, ale wystarczy, że MAMUSIA się przyzna i będzie po kłopocie.
— Nie, nie wiem, i dlatego pytam.
Czy ona NAPRAWDĘ musi to robić?
— Z kimś, za kim, em, nie przepadasz, lekko mówiąc.
A teraz doskonale udajemy zdziwienie.
— Nie przepadam?
Nie wytrzymam.
— Idę z Piotrem, cześć. — Hana wzięła torebkę i zamknęła za sobą drzwi.
To jeszcze sobie poczekasz, pomyślała Victoria, patrząc z lekkim uśmieszkiem na zegar wiszący na ścianie w salonie.

Hana westchnęła. Uspokój się!, nakazała sobie w myślach. Wzięła jeszcze jeden oddech i zadzwoniła do drzwi.
— Hej, wejdź. — Piotr otworzył drzwi i uśmiechnął się na widok dziewczyny.
Hana weszła do środka, mężczyzna natomiast zniknął w kuchni.
— Czego się napijesz?
— A co masz? — odparła pytaniem na pytanie Hana, rozglądając się po mieszkaniu Gawryły.
— Woda, kawa, herbata, wino, szampan... — whisky.
— Wino.
Piotr wrócił z kuchni z dwoma kieliszkami i butelką wina. Nalał sobie i Hanie.
—         To za co pijemy?
— Może za to, że żyję? — zapytała kobieta ze śmiechem.
— Nie powinnaś z tego żartować. – Głos Piotra miał brzmieć surowo, ale jego oczy zdradzały, że jest rozbawiony.
Hana upiła łyk, przewracając oczami.
— A teraz poproszę cię do stołu. – Już po chwili siedzieli naprzeciwko siebie, ciągle z kieliszkami w dłoniach.
Przy kolacji poruszyli wiele tematów, tych mniej i bardziej banalnych, ale żadne z nich nie wspomniało o tym, co wydarzyło się w szpitalu. Rozmawiało im się jednak na tyle dobrze, że zrezygnowali z filmu i po skończonej kolacji przenieśli się ze swoją rozmową do salonu.
— Ładne mieszkanie — zauważyła Hana, rozglądając się.
Piotr o mało nie zakrztusił się dopiero co wziętym łykiem wina.
— Nie żartuj... — wymamrotał.
— Niby czemu mam żartować? — Hana spojrzała na niego z rozbawieniem.
— Przydałby się remont... Malowanie ścian, wymiana paneli. Albo sprzedać to i kupić nowe. — I zamieszkać razem z tobą...
— Jasne? Może od razu je zburzyć? — Hana nie mogła sobie odmówić sarkazmu. Najwyraźniej za dużo czasu spędzam z Victorią. — Jest naprawdę ładne, najwyraźniej się nie znasz — posłała „złośliwy” uśmiech w stronę Piotra.
— Nigdy nie byłem ekspertem w tych sprawach.
— Właśnie widzę. — Hana uśmiechnęła się, tym razem naprawdę, widząc, że Piotr robi to samo.
Wzięła kieliszek i parę razy delikatnie nim zakołysała. Wreszcie wstała i podeszła do okna.
— I jeszcze ładny widok na Warszawę — dodała, jakby wcale nie było tej krępującej chwili ciszy.
— Tak sądzisz? — Piotr podszedł do dziewczyny i objął ją od tyłu.
Hana zamarła z kieliszkiem w dłoni. Czuła oddech Piotra na swoich włosach i policzku, ale nie wiedziała, co mogłaby opowiedzieć. W głowie miała kompletną pustkę. Stali jeszcze tak dłuższą chwilę. Piotr ewidentnie czekał na ruch Hany. W końcu kobieta zdecydowała się odłożyć kieliszek na parapet. Odwróciła się do niego twarzą tak, że patrzyli sobie głęboko w oczy. Hana oparła głowę o jego czoło. Przypomniała jej się ta noc, ten moment w szpitalu. Zdecydowanie chciała to powtórzyć, potrzebowała tego teraz. Jakby na „trzy, cztery!” zbliżyli swoje usta i zatopili je w namiętnym pocałunku. Minęło dość dużo czasu zanim oderwali się od siebie. Piotr bardzo jej pragnął, ale nie chciał jej zaciągać do łóżka. Wiedział, że to za wcześnie. Wolał zaczekać, bo gdyby ją stracił... Nawet o tym nie myśl!, skarcił sam siebie.
— Piotr...
Piotr nic nie powiedział, jedynie spojrzał na Hanę z pytaniem na twarzy. Dziewczyna jedynie pokręciła głową. Nie miała pojęcia, jak ubrać w słowa to, co kłębiło się w jej głowie. Gawryło też nie wiedział, co powiedzieć, więc po prostu przytulił Hanę. Dziewczyna oparła głowę na jego ramieniu.
— To nie ma sensu — powiedziała wreszcie.
Podniosła wzrok i natrafiła na jego pełne zdumienia niebieskie tęczówki.
— Hana, ale... Co nie ma sensu?
— To... To wszystko.
Sama nie wiedziała, dlaczego to mówi. Przecież... Przecież, gdy on był w pobliżu czuła się bezpiecznie, wiedziała, że ją kocha. Chciała już na zawsze zostać w jego ramionach, ale... To wszystko działo się za wcześnie, nie była gotowa.
— Ale... Hana...
— Piotr, przepraszam... — Kobieta wyrwała się z jego uścisku, założyła buty i wyszła, a właściwie prawie wybiegła z jego mieszkania.
— Hana!
Piotr usiadł załamany na kanapie, ukrył twarz w dłoniach. Co zrobił nie tak? Czy to wszystko musi być takie trudne? Hana nie miała ochoty na nic. Nie zareagowała na docinki Viki, gdy już dostała się do domu taksówką, nie zrobiła kompletnie nic. Po prostu rzuciła się na łóżko i ukryła twarz w dłoniach.
Jestem idiotką.