niedziela, 6 lipca 2014

28. Czerwone pudełeczka

            Victoria westchnęła, z niechęcią patrząc na zamknięte drzwi. Cóż, powinna się tego spodziewać, w końcu nie miała kluczy do hotelu rezydentów, a nikt nie powiedział, że ktokolwiek będzie w środku, gdy ona wróci ze szkoły. Czekanie na schodach nie miało większego sensu, więc dziewczyna zarzuciła na ramię swoją torbę i szybkim krokiem ruszyła w stronę szpitala. Miała nadzieję, że znajdzie w środku Wiktorię albo któregokolwiek innego mieszkańca hotelu.
            Kilka minut później stała już przed wejściem do pokoju lekarskiego. Delikatnie otworzyła przymknięte drzwi i rozejrzała się po pomieszczeniu. Tyłem do niej stał mężczyzna, którego wcześniej tutaj nie widziała. Miał brązowe, krótko przystrzyżone włosy i wyglądał na dobrze zbudowanego. Viki nie zdążyła dostrzec nic więcej, gdyż zauważyła wychodzącego z przebieralni Sambora. Weszła więc głębiej do pomieszczenia i uśmiechnęła się w kierunku mężczyzny.
            - Przepraszam, widział pan gdzieś Wiktorię?
            - Nie widziałem, ale może ja mógłbym w czymś pomóc? – Sambor również uśmiechnął się przyjaźnie.
            - Nie, dziękuję. Nie wie pan, gdzie mogę ją znaleźć?
            - Jest na bloku operacyjnym – odezwał się milczący do tej pory Jack. Viki natychmiast obróciła się, tylko po to, by spojrzeć w szare oczy, które dobrze znała. Kurwa.
            Nie zdążyła nawet zareagować, gdy drzwi do lekarskiego otworzyły się ponownie i weszła przez nie pielęgniarka, informując Sambora, że jest pilnie wzywany na blok operacyjny. Viki chwilę wahała się, czy nie wyjść za tą dwójką, ale ciekawość i złość zwyciężyły.
            - Dawno się nie widzieliśmy. – Głos Jacka niczego nie zdradzał.
            - I jakoś bym przeżyła, gdyby to już nigdy nie nastąpiło.
            - Jak widzisz, stało się inaczej. – Viki zagryzła wargę, starając się nie wybuchnąć i nie powiedzieć kilku słów za dużo.
            - Co tutaj robisz? – zapytała w zamian, starając się brzmieć na spokojną.
            - Pracuję, jak widać.
            - Ale dlaczego akurat tutaj?! – I to by było na tyle, jeśli chodzi o spokój.
            - Bo tutaj mnie zatrudnili.
            Victoria czuła, że rozmawia z nią jak z pięcioletnim dzieckiem, które niewiele rozumie. Nie podobała jej się ta sytuacja, ale jeszcze bardziej nie podobało to, że Colden w ogóle zjawił się w Polsce. I ze wszystkich szpitali wybrał właśnie ten, niewyróżniającą się prawie niczym Leśną Górę! Cóż, może poza tym jednym, małym szczegółem – pracowała tutaj Hana.
            - Chyba jednak pójdę poszukać Wiktorii – wymamrotała, chcąc jak najszybciej opuścić to pomieszczenie. Musiała przemyśleć kilka spraw.
            - Nie wejdziesz na blok, a operacja pewnie skończy się za kilka godzin.
            - Świetnie, więc pójdę gdziekolwiek, byle jak najdalej stąd. – Victoria obróciła się z zamiarem wyjścia, ale zatrzymały ją następne słowa Coldena.
            - Viki... Dobrze cię widzieć.
            Prawie się roześmiała, patrząc na mężczyznę z niedowierzaniem. W jej oczach pojawiły się łzy, których usilnie starała się nie uronić.
            - Dobrze mnie widzieć? Teraz dobrze ci mnie widzieć?! Bo jakoś przez ostatnie szesnaście lat mało cię to interesowało.
            - Miałem swoje powody.
            - W dupie mam twoje powody! – wrzasnęła, czując pierwsze łzy na policzkach. Tym razem już się nie zastanawiała, po prostu wybiegła z lekarskiego, nie oglądając się za siebie. Usłyszała jeszcze pielęgniarkę wzywającą Coldena na izbę, ale nawet się nie zatrzymała. Wybiegła ze szpitala i dopiero po chwili się zatrzymała, opierając o pobliskie drzewo. Usiadła na ziemi, ciężko oddychając. Łzy spływały jej po policzkach. Jak nigdy ostatnimi czasy miała ochotę zadzwonić do Hany i się wyżalić, ale powstrzymywało ją to, że mimo wszystko nie chciała rujnować matce wyjazdu. Zresztą, i tak wróci za kilka dni, więc na razie nie musi się martwić Coldenem. Poza tym, nie była nawet pewna, czy Hanę w jakikolwiek sposób ta sytuacja zmartwi. Cóż, raczej nie, prychnęła pod nosem. Otarła łzy z twarzy. Nie miała ochoty się stąd ruszać nawet o milimetr, ale dostrzegła wychodzącą ze szpitala Agatę. Jeszcze raz otarła twarz i mając nadzieję, że wygląda w miarę normalnie, podniosła się i szybkim krokiem dogoniła kobietę, starając się po drodze wyrzucić Jacka z pamięci.

            Hana uśmiechnęła się, wygodniej opierając o Piotra. Był wieczór, a oni jak co dzień o tej porze siedzieli na plaży, podziwiając powoli chylące się ku zachodowi słońce. Niebo było bezchmurne, a na plaży nie było prawie nikogo oprócz nich i spacerującej pary staruszków.
            - Może pójdziemy się przejść? – Cichy głos Piotra wytrącił ją ze swobodnych rozmyślań.
            - Możemy. – Kiwnęła głową na zgodę, podnosząc się z miejsca i czekając, aż Piotr zrobi to samo.
            Spacerowali kilkanaście minut brzegiem morza, brodząc nogami po piasku i płytkiej wodzie. Rozmawiali o różnych rzeczach, z pozoru nieważnych. W pewnym momencie Piotr przystanął, złapał ukochaną za ramiona i delikatnie obrócił w swoją stronę.
            - Hana, ja… - zaczął niepewnie, ale szybko zebrał się w sobie. – Muszę ci coś powiedzieć.
            Goldberg spojrzała na niego lekko zaniepokojonym wzrokiem, ale mimo wszystko postarała się, by jej głos brzmiał spokojnie:
- Co takiego?
- Bo widzisz… Mam nadzieję, że wiesz, że jesteś dla mnie bardzo ważna…
Uśmiechnęła się. Wiedziała, że Piotr nie jest typem, który lubi wyznania, dlatego takie słowa tym bardziej wiele dla niej znaczyły.
- Wiem. Codziennie mi to udowadniasz. – Stanęła na palcach, delikatnie dotykając swoimi ustami jego. Piotr przyciągnął ją do siebie, na co ona zaśmiała się cicho. Śmiech szybko został jednak stłumiony przez usta Gawryły. Nie protestowała, oddała się pocałunkowi z przyjemnością. Objęła go za szyję, dłonie wplatając w jego włosy.
- Skoro już sobie to wyjaśniliśmy – zaśmiał się Piotr kilka minut później, ciągle trzymając Hanę w objęciach – to teraz zapraszam cię na kolację.
- Z przyjemnością. – Odsunęła się od Gawryły i chwyciła go za rękę.
Kilkadziesiąt minut później, przebrani w bardziej oficjalne ubrania, siedzieli w środku jednej z nadmorskich restauracji. Piotr, solidaryzując się z Haną, nie zamówił wina, oboje pili więc sok, delektując się pysznymi potrawami i jeszcze lepszym deserem. Oczywiście, jak można się było spodziewać, zeszli na tematy szpitalne, w końcu to był temat, o którym każde z nich mogłoby rozmawiać chyba bez końca. Goldberg jeździła łyżeczką po swoim talerzu z szarlotką na ciepło, jednocześnie z uśmiechem na twarzy słuchając słów Piotra o mężczyźnie, którego miał operować po powrocie. Zaabsorbowana słuchaniem nie zauważyła, że Gawryło zaczyna uważniej się jej przyglądać. Dopiero, gdy przerwał mówienie, podniosła głowę i napotkała jego rozbawiony wzrok. Zmarszczyła zabawnie czoło, co wywołało jedynie uśmiech na twarzy Piotra. W końcu pokręcił głową i sięgnął do kieszeni.
- Tak właściwie, to mam dla ciebie mały prezent.
- Prezent? Dla mnie? – Hana od razu zganiła się za zadanie takiego durnego pytania.
- Chyba nie dla mnie? – Goldberg wstrzymała oddech, widząc pudełko, które wyciągnął mężczyzna. Czerwone. Uch.
- Co to? – zapytała, mając nadzieję, że głos jej nie drży ani nie robi żadnej innej dziwnej rzeczy.
- Otwórz.
Jakby z obawą, Hana wzięła do ręki pudełeczko i niepewnie je otworzyła. W środku, na wyścielanej atłasem poduszeczce, znajdował się piękny, złoty łańcuszek. Och. Tego się tym bardziej nie spodziewała. Ale właściwie, na co liczyła? Że Piotr się jej oświadczy? Dobre sobie.
- Dziękuję, jest bardzo… piękny. – Miała nadzieję, że Piotr nie zauważy tego trochę zbyt wymuszonego uśmiechu.
- Cieszę się, że ci się podoba.
Piotr podjął swoją opowieść jakby nigdy nic, ale Hana już go nie słuchała. Gmerając łyżeczką w zimnej już szarlotce, wyrzucała sobie, jak mogła zachować się tak naiwnie. Dlaczego w ogóle pomyślała, że Piotr chciałby się jej oświadczyć? Niepotrzebnie zgotowała sobie takie głupie rozczarowanie. Raczej powinna się cieszyć, że ma takiego kochającego faceta, a nie jak zwykle szukać dziury w całym…
- Dasz się jeszcze wyciągnąć na mały spacer, zanim wrócimy? Proszę.
Przez chwilę chciała odmówić, ale dość szybko odrzuciła ten pomysł.
- Chodźmy. – Uśmiechnęła się zatem, tym razem nieco bardziej szczerze. Pozwoliła Piotrowi się poprowadzić i już kilka chwil później znajdowali się na molo. Słońce już niemal zaszło, tworząc fantazyjne wzory na morzu. Hana oparła się przodem o barierkę, mrużąc oczy przed promieniami, a w końcu zakładając na twarzy przeciwsłoneczne okulary. Piotr obejmował ją w pasie, równocześnie samemu podziwiając widoki. Miał jednak nieco nieobecną minę, jak gdyby myślami przebywał daleko stąd.
- Ładnie tu… - stwierdziła cicho Hana, wystawiając twarz w kierunku zachodzącego słońca.
Przez chwilę panowała cisza, przerywana jedynie szumem fal, skrzeczeniem mew i cichymi rozmowami innych osób znajdujących się w tym momencie na molo. Nie było ich zbyt dużo, ledwie parę spacerujących par i kilka samotnych osób.
- Właściwie, to mam dla Ciebie jeszcze jedną niespodziankę, tym razem tę bardziej właściwą. – Głos Piotra przerwał ciszę. Hana, po raz kolejny tego dnia zaskoczona przez swojego faceta, obróciła się w jego stronę. Stał za nią, więc chcąc nie chcąc musiała oprzeć się o barierkę odgradzającą chodzących po molo ludzi od pełnego morza znajdującego się kilkanaście metrów pod nimi. Założyła ręce na piersi i spojrzała na ukochanego, czekając na ciąg dalszy. Piotr uśmiechnął się i podniósł jedną dłoń do jej twarzy, ściągając z niej okulary. Uśmiechnęła się i chwyciła je w dłoń, ciągle zastanawiając się, o co Piotrowi chodzi tym razem. Już miała otworzyć usta, by go o to zapytać, ale drugi raz tego dnia dostrzegła, że Gawryło trzyma w dłoni czerwone pudełeczko, prawie niczym nie różniące się od tego pierwszego. Zamilkła, gdy wnętrze pudełka ukazało to, co nie dawało jej spokoju od kolacji. Złoty pierścionek z wysadzaną diamentami różą.
- Zanim cokolwiek odpowiesz, to daj mi dokończyć, bo zaraz wszystkiego ze stresu zapomnę. Właściwie to przygotowałem sobie tyle wersji tego, co mam powiedzieć, że mógłbym cię tu zanudzać przez godzinę, ale nie o to mi chodzi. Kocham cię, i mam nadzieję, że to wiesz. Jesteś dla mnie bardzo ważna i nie wyobrażam sobie, że miałbym spędzić resztę życia z kimkolwiek innym niż ty. To przy tobie chciałbym się budzić, z tobą chciałbym dzielić wszystkie radości lub smutki i wierzę, że odwzajemniasz moje uczucia. Niedługo będziemy rodzicami, ale nie chcę, żebyś myślała, że to w jakiś sposób zmusiło mnie do podjęcia takiej a nie innej decyzji, bo i tak bym to zrobił. Kocham cię jak nigdy nie kochałem żadnej innej kobiety i już na pewno nie pokocham, dlatego chcę zadać ci jedno pytanie: czy zostaniesz moją żoną? – Uklęknął i z takiej pozycji spojrzał na nią pełnym napięcia wzrokiem. Stresował się, nawet chyba sam nie do końca był świadomy tego, jak bardzo, ale w końcu nie codziennie oświadcza się swojej ukochanej kobiecie.
Hana patrzyła na niego, kompletnie zszokowana. Cóż, tego z całą pewnością również się nie spodziewała. Nawet nie zdała sobie sprawy z tego, że w jej oczach pojawiły się łzy, dopóki nie zauważyła nieco przestraszonego wzroku Piotra. Szybko otarła je wierzchem dłoni, chociaż wiedziała, że to nic nie da, bo nowe łzy już zaczęły płynąć po jej twarzy. Uśmiechnęła się szeroko, widząc coraz bardziej zdziwioną minę Gawryły.
- Tak. Zostanę twoją żoną. Do końca świata i jeden dzień dłużej.
Piotr nie potrzebował więcej. Od razu wziął dłoń Hany w własne i delikatnie wsunął jej pierścionek na palec. Wstał i objął swoją teraz już narzeczoną. Hana w odpowiedzi jedynie zarzuciła mu ręce na szyję, przyciągając bliżej i całując namiętnie w usta. Nie, żeby w tym momencie przejmowała się tymi kilkoma osobami spacerującymi wcześniej po molo, a teraz bijącym im brawo. Właściwie, to wywołało tylko jeszcze szerszy uśmiech na jej twarzy. Hana pozwoliła sobie uwierzyć, że chyba wszystko powoli zaczyna się układać. Jej relacje z Victorią, praca, Piotr…
Czas miał pokazać, jak bardzo się myliła.

************
Także ten, tego. Trochę krótko, ale może treść Wam to w jakiś sposób wynagrodzi. W następnym rozdziale, który powinien się ukazać do końca tygodnia, ale nie obiecuję, chyba w końcu się dowiecie, kim jest tajemniczy Jack, a przynajmniej skąd Hana i Viki go znają. Zapraszamy do komentowania, bo nawet nie wiecie, jak każdy taki komentarz motywuje ;)

Anja & kinina


30 komentarzy:

  1. Nareszcie! Uwielbiam to opo!!! ❤ Mam nadzieję, że będzie w tym tygodniu next? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. powtórzę się po raz kolejny: GENIALNE
    a ten Colden to chyba ojciec Viki? ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odpowiedzi na swoje pytanie możesz szukać w poniższej odpowiedzi (wiem, masło maślane, chodzi mi po prostu o to, co napisałam poniżej :D).

      Usuń
  3. Też mi się wydaje, że Jack to ojciec Viki. Choć z drugiej strony czy on czasem nie jest martwy? :D i tu mi się nasuwa jeszcze pytanie o tego tajemniczego gościa, co pojawił się w którejś części!

    Kurde, piszesz rewelacyjnie! Uwielbiam opisy, opis kolacji genialny!
    Czytam cały czas i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Em, nie. Znaczy, Jack był zawsze żywy :D To James nie żyje, gdyż tutaj sobie istniał, był mężem Hany, fotografem, uprowadzonym i zamordowanym w Nigerii, o czym usilnie Hanie przypominała Viki, obwiniając ją o śmierć swojego ojca. I to był jeden z powodów, dla których Hana przyleciała do Polski, zostawiając córkę w Izraelu, z dziadkami.
      Co do tego tajemniczego gościa - było ich kilku, nie jestem w stanie sprecyzować, o którego Ci teraz chodzi. Był Karol, który chciał się zemścić na Hanie, był były mąż Agaty, którego każdy z serialu kojarzy i była osoba, którą Viki miała na zdjęciu znalezionym w książce (i tą osobą de facto jest Jack, ale o tym więcej w następnym rozdziale).

      Usuń
  4. Robi się bardzo ciekawie... .
    Czekam na nexta.
    Właśnie ostatnio się zorientowałam, że to są już "świeżutkie" części.

    OdpowiedzUsuń
  5. Genialna część ! Piszesz świetnie i to jak opisujesz relacje Hany z Piotrem ! Mistrzostwo ❤ Nie mogę doczekać się następnej części !! :**

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiedy dodasz nexta?

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurde, przez brak czasu zaniedbałam tego bloga ;/ Muszę to ogarnąć, bo widzę już nowiutkie części i nie jestem w temacie.. Ale i tak wiem bez czytania, że to jest genialne! jak zawsze ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko ogarnęłam i jeszcze bardziej niecierpliwie czekam na nexta!

      Usuń
    2. Ja czytam Twoje, chociaż bardziej sobie przypominam, tylko mam lenia na komentowanie, niestety :D

      Usuń
  8. Hej. Mam pytanie. Czy to opowiadanie pochodzi z forum i jest przez Cb przerabiane, czy nie zmieniona jest treść opowiadań?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam ;)
      Tak, opowiadanie pochodzi z forum. Przeniosłam je tutaj, popoprawiałam parę błędów, połączyłam to w dłuższe rozdziały, ale nie zmieniałam treści opowiadania, a teraz są już publikowane nowe rozdziały, które nie były publikowane na forum.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. Ponownie będę śledzić losy Hany i Piotra oraz Victorii.

      Usuń
    3. Będzie nam bardzo miło ;)

      Usuń
  9. Tez czytalam to opowiadanie na forum. Ale i tak super czekam na next:-) :-) :-) :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło nam :) Teraz są już publikowane te części, których nie było na forum.

      Usuń
  10. Będzie dzisiaj next?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzisiaj na pewno nie, ale postaramy się, żeby był jak najszybciej ;)

      Usuń
  11. Kiedy będzie next?

    OdpowiedzUsuń
  12. Kiedy coś dodacie?

    OdpowiedzUsuń
  13. Jest! Udało mi się nadrobić opowiadanie ❤ jest cudowne!!!! Czekam z niecierpliwością na nexta! :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeju, przepraszamy. Opowiadanie udało się nam jako tako sklecić dopiero wczoraj, bo niestety wynikło parę nieprzewidzianych sytuacji... Ja pojechałam do przyjaciółek, Anja też ciągle w rozbiegach, w końcu wakacje. Muszę to jeszcze doszlifować, dodać jakieś opisy i nie chcę obiecywać jakiejś konkretnej daty, bo jakoś mi to nie wychodzi, ale jeżeli jutro nie będę miała żadnych innych spraw do załatwienia to siądę i opowiadanie dokończę, przynajmniej taką żywię nadzieję, więc bądźcie dobrej myśli :) A za opóźnienia jeszcze raz przepraszamy, ale najwyraźniej regularne pisanie nam nie wychodzi :/

    OdpowiedzUsuń
  15. Dodacie coś dzisiaj?

    OdpowiedzUsuń