Victoria westchnęła, z niechęcią patrząc na zamknięte
drzwi. Cóż, powinna się tego spodziewać, w końcu nie miała kluczy do hotelu
rezydentów, a nikt nie powiedział, że ktokolwiek będzie w środku, gdy ona wróci
ze szkoły. Czekanie na schodach nie miało większego sensu, więc dziewczyna
zarzuciła na ramię swoją torbę i szybkim krokiem ruszyła w stronę szpitala.
Miała nadzieję, że znajdzie w środku Wiktorię albo któregokolwiek innego
mieszkańca hotelu.
Kilka
minut później stała już przed wejściem do pokoju lekarskiego. Delikatnie
otworzyła przymknięte drzwi i rozejrzała się po pomieszczeniu. Tyłem do niej
stał mężczyzna, którego wcześniej tutaj nie widziała. Miał brązowe, krótko
przystrzyżone włosy i wyglądał na dobrze zbudowanego. Viki nie zdążyła dostrzec
nic więcej, gdyż zauważyła wychodzącego z przebieralni Sambora. Weszła więc
głębiej do pomieszczenia i uśmiechnęła się w kierunku mężczyzny.
- Przepraszam,
widział pan gdzieś Wiktorię?
- Nie
widziałem, ale może ja mógłbym w czymś pomóc? – Sambor również uśmiechnął się
przyjaźnie.
- Nie,
dziękuję. Nie wie pan, gdzie mogę ją znaleźć?
- Jest
na bloku operacyjnym – odezwał się milczący do tej pory Jack. Viki natychmiast
obróciła się, tylko po to, by spojrzeć w szare oczy, które dobrze znała. Kurwa.
Nie zdążyła nawet
zareagować, gdy drzwi do lekarskiego otworzyły się ponownie i weszła przez nie
pielęgniarka, informując Sambora, że jest pilnie wzywany na blok operacyjny.
Viki chwilę wahała się, czy nie wyjść za tą dwójką, ale ciekawość i złość
zwyciężyły.
- Dawno
się nie widzieliśmy. – Głos Jacka niczego nie zdradzał.
- I
jakoś bym przeżyła, gdyby to już nigdy nie nastąpiło.
- Jak
widzisz, stało się inaczej. – Viki zagryzła wargę, starając się nie wybuchnąć i
nie powiedzieć kilku słów za dużo.
- Co
tutaj robisz? – zapytała w zamian, starając się brzmieć na spokojną.
-
Pracuję, jak widać.
- Ale
dlaczego akurat tutaj?! – I to by było na tyle, jeśli chodzi o spokój.
- Bo
tutaj mnie zatrudnili.
Victoria
czuła, że rozmawia z nią jak z pięcioletnim dzieckiem, które niewiele rozumie.
Nie podobała jej się ta sytuacja, ale jeszcze bardziej nie podobało to, że
Colden w ogóle zjawił się w Polsce. I ze wszystkich szpitali wybrał właśnie
ten, niewyróżniającą się prawie niczym Leśną Górę! Cóż, może poza tym jednym,
małym szczegółem – pracowała tutaj Hana.
- Chyba
jednak pójdę poszukać Wiktorii – wymamrotała, chcąc jak najszybciej opuścić to
pomieszczenie. Musiała przemyśleć kilka spraw.
- Nie
wejdziesz na blok, a operacja pewnie skończy się za kilka godzin.
-
Świetnie, więc pójdę gdziekolwiek, byle jak najdalej stąd. – Victoria obróciła
się z zamiarem wyjścia, ale zatrzymały ją następne słowa Coldena.
- Viki...
Dobrze cię widzieć.
Prawie
się roześmiała, patrząc na mężczyznę z niedowierzaniem. W jej oczach pojawiły
się łzy, których usilnie starała się nie uronić.
- Dobrze
mnie widzieć? Teraz dobrze ci mnie widzieć?! Bo jakoś przez ostatnie szesnaście
lat mało cię to interesowało.
-
Miałem swoje powody.
- W
dupie mam twoje powody! – wrzasnęła, czując pierwsze łzy na policzkach. Tym
razem już się nie zastanawiała, po prostu wybiegła z lekarskiego, nie oglądając
się za siebie. Usłyszała jeszcze pielęgniarkę wzywającą Coldena na izbę, ale
nawet się nie zatrzymała. Wybiegła ze szpitala i dopiero po chwili się
zatrzymała, opierając o pobliskie drzewo. Usiadła na ziemi, ciężko oddychając.
Łzy spływały jej po policzkach. Jak nigdy ostatnimi czasy miała ochotę zadzwonić
do Hany i się wyżalić, ale powstrzymywało ją to, że mimo wszystko nie chciała
rujnować matce wyjazdu. Zresztą, i tak wróci za kilka dni, więc na razie nie musi
się martwić Coldenem. Poza tym, nie była nawet pewna, czy Hanę w jakikolwiek
sposób ta sytuacja zmartwi. Cóż, raczej
nie, prychnęła pod nosem. Otarła łzy z twarzy. Nie miała ochoty się stąd
ruszać nawet o milimetr, ale dostrzegła wychodzącą ze szpitala Agatę. Jeszcze
raz otarła twarz i mając nadzieję, że wygląda w miarę normalnie, podniosła się
i szybkim krokiem dogoniła kobietę, starając się po drodze wyrzucić Jacka z
pamięci.
Hana
uśmiechnęła się, wygodniej opierając o Piotra. Był wieczór, a oni jak co dzień
o tej porze siedzieli na plaży, podziwiając powoli chylące się ku zachodowi
słońce. Niebo było bezchmurne, a na plaży nie było prawie nikogo oprócz nich i
spacerującej pary staruszków.
- Może
pójdziemy się przejść? – Cichy głos Piotra wytrącił ją ze swobodnych rozmyślań.
-
Możemy. – Kiwnęła głową na zgodę, podnosząc się z miejsca i czekając, aż Piotr
zrobi to samo.
Spacerowali
kilkanaście minut brzegiem morza, brodząc nogami po piasku i płytkiej wodzie.
Rozmawiali o różnych rzeczach, z pozoru nieważnych. W pewnym momencie Piotr
przystanął, złapał ukochaną za ramiona i delikatnie obrócił w swoją stronę.
- Hana,
ja… - zaczął niepewnie, ale szybko zebrał się w sobie. – Muszę ci coś
powiedzieć.
Goldberg
spojrzała na niego lekko zaniepokojonym wzrokiem, ale mimo wszystko postarała
się, by jej głos brzmiał spokojnie:
- Co takiego?
- Bo widzisz… Mam nadzieję,
że wiesz, że jesteś dla mnie bardzo ważna…
Uśmiechnęła się. Wiedziała,
że Piotr nie jest typem, który lubi wyznania, dlatego takie słowa tym bardziej
wiele dla niej znaczyły.
- Wiem. Codziennie mi to
udowadniasz. – Stanęła na palcach, delikatnie dotykając swoimi ustami jego.
Piotr przyciągnął ją do siebie, na co ona zaśmiała się cicho. Śmiech szybko
został jednak stłumiony przez usta Gawryły. Nie protestowała, oddała się pocałunkowi
z przyjemnością. Objęła go za szyję, dłonie wplatając w jego włosy.
- Skoro już sobie to
wyjaśniliśmy – zaśmiał się Piotr kilka minut później, ciągle trzymając Hanę w
objęciach – to teraz zapraszam cię na kolację.
- Z przyjemnością. –
Odsunęła się od Gawryły i chwyciła go za rękę.
Kilkadziesiąt minut
później, przebrani w bardziej oficjalne ubrania, siedzieli w środku jednej z
nadmorskich restauracji. Piotr, solidaryzując się z Haną, nie zamówił wina,
oboje pili więc sok, delektując się pysznymi potrawami i jeszcze lepszym
deserem. Oczywiście, jak można się było spodziewać, zeszli na tematy szpitalne,
w końcu to był temat, o którym każde z nich mogłoby rozmawiać chyba bez końca.
Goldberg jeździła łyżeczką po swoim talerzu z szarlotką na ciepło, jednocześnie
z uśmiechem na twarzy słuchając słów Piotra o mężczyźnie, którego miał operować
po powrocie. Zaabsorbowana słuchaniem nie zauważyła, że Gawryło zaczyna
uważniej się jej przyglądać. Dopiero, gdy przerwał mówienie, podniosła głowę i
napotkała jego rozbawiony wzrok. Zmarszczyła zabawnie czoło, co wywołało
jedynie uśmiech na twarzy Piotra. W końcu pokręcił głową i sięgnął do kieszeni.
- Tak właściwie, to mam dla
ciebie mały prezent.
- Prezent? Dla mnie? – Hana
od razu zganiła się za zadanie takiego durnego pytania.
- Chyba nie dla mnie? –
Goldberg wstrzymała oddech, widząc pudełko, które wyciągnął mężczyzna.
Czerwone. Uch.
- Co to? – zapytała, mając
nadzieję, że głos jej nie drży ani nie robi żadnej innej dziwnej rzeczy.
- Otwórz.
Jakby z obawą, Hana wzięła
do ręki pudełeczko i niepewnie je otworzyła. W środku, na wyścielanej atłasem
poduszeczce, znajdował się piękny, złoty łańcuszek. Och. Tego się tym bardziej
nie spodziewała. Ale właściwie, na co liczyła? Że Piotr się jej oświadczy?
Dobre sobie.
- Dziękuję, jest bardzo…
piękny. – Miała nadzieję, że Piotr nie zauważy tego trochę zbyt wymuszonego
uśmiechu.
- Cieszę się, że ci się
podoba.
Piotr podjął swoją opowieść
jakby nigdy nic, ale Hana już go nie słuchała. Gmerając łyżeczką w zimnej już
szarlotce, wyrzucała sobie, jak mogła zachować się tak naiwnie. Dlaczego w
ogóle pomyślała, że Piotr chciałby się jej oświadczyć? Niepotrzebnie zgotowała
sobie takie głupie rozczarowanie. Raczej powinna się cieszyć, że ma takiego
kochającego faceta, a nie jak zwykle szukać dziury w całym…
- Dasz się jeszcze
wyciągnąć na mały spacer, zanim wrócimy? Proszę.
Przez chwilę chciała
odmówić, ale dość szybko odrzuciła ten pomysł.
- Chodźmy. – Uśmiechnęła się
zatem, tym razem nieco bardziej szczerze. Pozwoliła Piotrowi się poprowadzić i
już kilka chwil później znajdowali się na molo. Słońce już niemal zaszło,
tworząc fantazyjne wzory na morzu. Hana oparła się przodem o barierkę, mrużąc
oczy przed promieniami, a w końcu zakładając na twarzy przeciwsłoneczne
okulary. Piotr obejmował ją w pasie, równocześnie samemu podziwiając widoki.
Miał jednak nieco nieobecną minę, jak gdyby myślami przebywał daleko stąd.
- Ładnie tu… - stwierdziła
cicho Hana, wystawiając twarz w kierunku zachodzącego słońca.
Przez chwilę panowała
cisza, przerywana jedynie szumem fal, skrzeczeniem mew i cichymi rozmowami
innych osób znajdujących się w tym momencie na molo. Nie było ich zbyt dużo,
ledwie parę spacerujących par i kilka samotnych osób.
- Właściwie, to mam dla
Ciebie jeszcze jedną niespodziankę, tym razem tę bardziej właściwą. – Głos Piotra
przerwał ciszę. Hana, po raz kolejny tego dnia zaskoczona przez swojego faceta,
obróciła się w jego stronę. Stał za nią, więc chcąc nie chcąc musiała oprzeć
się o barierkę odgradzającą chodzących po molo ludzi od pełnego morza
znajdującego się kilkanaście metrów pod nimi. Założyła ręce na piersi i
spojrzała na ukochanego, czekając na ciąg dalszy. Piotr uśmiechnął się i podniósł
jedną dłoń do jej twarzy, ściągając z niej okulary. Uśmiechnęła się i chwyciła
je w dłoń, ciągle zastanawiając się, o co Piotrowi chodzi tym razem. Już miała
otworzyć usta, by go o to zapytać, ale drugi raz tego dnia dostrzegła, że Gawryło
trzyma w dłoni czerwone pudełeczko, prawie niczym nie różniące się od tego
pierwszego. Zamilkła, gdy wnętrze pudełka ukazało to, co nie dawało jej spokoju
od kolacji. Złoty pierścionek z wysadzaną diamentami różą.
- Zanim cokolwiek
odpowiesz, to daj mi dokończyć, bo zaraz wszystkiego ze stresu zapomnę.
Właściwie to przygotowałem sobie tyle wersji tego, co mam powiedzieć, że
mógłbym cię tu zanudzać przez godzinę, ale nie o to mi chodzi. Kocham cię, i
mam nadzieję, że to wiesz. Jesteś dla mnie bardzo ważna i nie wyobrażam sobie,
że miałbym spędzić resztę życia z kimkolwiek innym niż ty. To przy tobie
chciałbym się budzić, z tobą chciałbym dzielić wszystkie radości lub smutki i wierzę,
że odwzajemniasz moje uczucia. Niedługo będziemy rodzicami, ale nie chcę, żebyś
myślała, że to w jakiś sposób zmusiło mnie do podjęcia takiej a nie innej
decyzji, bo i tak bym to zrobił. Kocham cię jak nigdy nie kochałem żadnej innej
kobiety i już na pewno nie pokocham, dlatego chcę zadać ci jedno pytanie: czy
zostaniesz moją żoną? – Uklęknął i z takiej pozycji spojrzał na nią pełnym
napięcia wzrokiem. Stresował się, nawet chyba sam nie do końca był świadomy
tego, jak bardzo, ale w końcu nie codziennie oświadcza się swojej ukochanej
kobiecie.
Hana patrzyła na niego, kompletnie
zszokowana. Cóż, tego z całą pewnością również się nie spodziewała. Nawet nie
zdała sobie sprawy z tego, że w jej oczach pojawiły się łzy, dopóki nie
zauważyła nieco przestraszonego wzroku Piotra. Szybko otarła je wierzchem
dłoni, chociaż wiedziała, że to nic nie da, bo nowe łzy już zaczęły płynąć po
jej twarzy. Uśmiechnęła się szeroko, widząc coraz bardziej zdziwioną minę
Gawryły.
- Tak. Zostanę twoją żoną.
Do końca świata i jeden dzień dłużej.
Piotr nie potrzebował
więcej. Od razu wziął dłoń Hany w własne i delikatnie wsunął jej pierścionek na
palec. Wstał i objął swoją teraz już narzeczoną. Hana w odpowiedzi jedynie
zarzuciła mu ręce na szyję, przyciągając bliżej i całując namiętnie w usta.
Nie, żeby w tym momencie przejmowała się tymi kilkoma osobami spacerującymi
wcześniej po molo, a teraz bijącym im brawo. Właściwie, to wywołało tylko jeszcze
szerszy uśmiech na jej twarzy. Hana pozwoliła sobie uwierzyć, że chyba wszystko
powoli zaczyna się układać. Jej relacje z Victorią, praca, Piotr…
Czas miał pokazać, jak
bardzo się myliła.
************
Także ten, tego. Trochę
krótko, ale może treść Wam to w jakiś sposób wynagrodzi. W następnym rozdziale,
który powinien się ukazać do końca tygodnia, ale nie obiecuję, chyba w końcu
się dowiecie, kim jest tajemniczy Jack, a przynajmniej skąd Hana i Viki go
znają. Zapraszamy do komentowania, bo nawet nie wiecie, jak każdy taki komentarz
motywuje ;)
Anja & kinina
Nareszcie! Uwielbiam to opo!!! ❤ Mam nadzieję, że będzie w tym tygodniu next? ;)
OdpowiedzUsuńPostaramy się, aby był ;)
Usuńpowtórzę się po raz kolejny: GENIALNE
OdpowiedzUsuńa ten Colden to chyba ojciec Viki? ;>
Odpowiedzi na swoje pytanie możesz szukać w poniższej odpowiedzi (wiem, masło maślane, chodzi mi po prostu o to, co napisałam poniżej :D).
UsuńTeż mi się wydaje, że Jack to ojciec Viki. Choć z drugiej strony czy on czasem nie jest martwy? :D i tu mi się nasuwa jeszcze pytanie o tego tajemniczego gościa, co pojawił się w którejś części!
OdpowiedzUsuńKurde, piszesz rewelacyjnie! Uwielbiam opisy, opis kolacji genialny!
Czytam cały czas i niecierpliwie czekam na ciąg dalszy. :)
Em, nie. Znaczy, Jack był zawsze żywy :D To James nie żyje, gdyż tutaj sobie istniał, był mężem Hany, fotografem, uprowadzonym i zamordowanym w Nigerii, o czym usilnie Hanie przypominała Viki, obwiniając ją o śmierć swojego ojca. I to był jeden z powodów, dla których Hana przyleciała do Polski, zostawiając córkę w Izraelu, z dziadkami.
UsuńCo do tego tajemniczego gościa - było ich kilku, nie jestem w stanie sprecyzować, o którego Ci teraz chodzi. Był Karol, który chciał się zemścić na Hanie, był były mąż Agaty, którego każdy z serialu kojarzy i była osoba, którą Viki miała na zdjęciu znalezionym w książce (i tą osobą de facto jest Jack, ale o tym więcej w następnym rozdziale).
Robi się bardzo ciekawie... .
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta.
Właśnie ostatnio się zorientowałam, że to są już "świeżutkie" części.
Tak, ta i tamta wcześniejsza ;)
UsuńGenialna część ! Piszesz świetnie i to jak opisujesz relacje Hany z Piotrem ! Mistrzostwo ❤ Nie mogę doczekać się następnej części !! :**
OdpowiedzUsuńDziękujemy za miły komentarz ;)
UsuńKiedy dodasz nexta?
OdpowiedzUsuńPewnie w weekend.
UsuńKurde, przez brak czasu zaniedbałam tego bloga ;/ Muszę to ogarnąć, bo widzę już nowiutkie części i nie jestem w temacie.. Ale i tak wiem bez czytania, że to jest genialne! jak zawsze ;D
OdpowiedzUsuńWszystko ogarnęłam i jeszcze bardziej niecierpliwie czekam na nexta!
UsuńJa czytam Twoje, chociaż bardziej sobie przypominam, tylko mam lenia na komentowanie, niestety :D
UsuńHej. Mam pytanie. Czy to opowiadanie pochodzi z forum i jest przez Cb przerabiane, czy nie zmieniona jest treść opowiadań?
OdpowiedzUsuńWitam ;)
UsuńTak, opowiadanie pochodzi z forum. Przeniosłam je tutaj, popoprawiałam parę błędów, połączyłam to w dłuższe rozdziały, ale nie zmieniałam treści opowiadania, a teraz są już publikowane nowe rozdziały, które nie były publikowane na forum.
Dziękuję za odpowiedź. Ponownie będę śledzić losy Hany i Piotra oraz Victorii.
UsuńBędzie nam bardzo miło ;)
UsuńTez czytalam to opowiadanie na forum. Ale i tak super czekam na next:-) :-) :-) :-)
OdpowiedzUsuńMiło nam :) Teraz są już publikowane te części, których nie było na forum.
UsuńBędzie dzisiaj next?
OdpowiedzUsuńDzisiaj na pewno nie, ale postaramy się, żeby był jak najszybciej ;)
UsuńKiedy będzie next?
OdpowiedzUsuńKiedy coś dodacie?
OdpowiedzUsuńJest! Udało mi się nadrobić opowiadanie ❤ jest cudowne!!!! Czekam z niecierpliwością na nexta! :D
OdpowiedzUsuńDziękujemy za miły komentarz :)
UsuńJeju, przepraszamy. Opowiadanie udało się nam jako tako sklecić dopiero wczoraj, bo niestety wynikło parę nieprzewidzianych sytuacji... Ja pojechałam do przyjaciółek, Anja też ciągle w rozbiegach, w końcu wakacje. Muszę to jeszcze doszlifować, dodać jakieś opisy i nie chcę obiecywać jakiejś konkretnej daty, bo jakoś mi to nie wychodzi, ale jeżeli jutro nie będę miała żadnych innych spraw do załatwienia to siądę i opowiadanie dokończę, przynajmniej taką żywię nadzieję, więc bądźcie dobrej myśli :) A za opóźnienia jeszcze raz przepraszamy, ale najwyraźniej regularne pisanie nam nie wychodzi :/
OdpowiedzUsuńCzekamy! ❤
UsuńDodacie coś dzisiaj?
OdpowiedzUsuń