środa, 19 lutego 2014

21. "Kocham Cię"

— Hana!
Lekarka obróciła się. Na jej twarzy pojawił się uśmiech, gdy dostrzegła zbliżającą się do niej osobę.
— O, Agata. Stało się coś?
— Nie widziałaś gdzieś Wiki? — zapytała w odpowiedzi blondynka, również się uśmiechając.
— Wiki? Chyba szła właśnie na blok...
— Czy jej nie ma zawsze, kiedy jest potrzebna? — Westchnęła ciężko Agata, a widząc pytające spojrzenie Hany, dodała: — Byłyśmy umówione. Wiesz, męczy mnie to siedzenie w hotelu, mam teraz o wiele mniej pracy. — Wskazała na swój lekko widoczny już brzuszek.
— I bardzo dobrze. — Hana zaśmiała się. — Wchodzisz? — Kiwnęła ręką w stronę swojego gabinetu, pod którym właśnie stały. — Mam chwilę wolnego przed następną pacjentką.
— Jasne. — Internista skinęła głową.
Hana otworzyła drzwi i jako pierwszą wpuściła Agatę. Usiadła za biurkiem, a blondynka zajęła miejsce naprzeciwko niej.
— Wiesz, że za tydzień masz termin następnego badania, prawda?
— Wiem, nawet specjalnie zapisałam sobie w kalendarzu, żeby Wiki przestała ciągle o tym nawijać. — Blondynka z irytacją przewróciła oczami.
— Widać, że się o ciebie martwi. To chyba dobrze? — Hana uśmiechnęła się delikatnie.
— Dobrze? Sama poszła do Trettera, żeby załatwić mi mniejszy czas pracy, chociaż mówiłam jej, że tego nie potrzebuję — mruknęła Agata, co spowodowało, że doktor Goldberg uśmiechnęła się jeszcze bardziej.
— Potrzebujesz — zaoponowała ze śmiechem. — Nie powinnaś się przemęczać — dodała, trochę bardziej poważnym tonem.
— Hana, przecież wiem — jęknęła Woźnicka. — Wiesz... — Jej ton głosu również się zmienił. — Zastanawia mnie, jak zajmę się takim małym dzieckiem. Sama...
— Nawet nie zauważysz, jak szybko dorośnie... — mruknęła Hana, przenosząc wzrok za okno.
Po chwili znowu spojrzała na Agatę i natychmiast spróbowała się znowu uśmiechnąć, jednak blondynka zdążyła zauważyć, że kobietę coś trapi.
— Coś się dzieje?
Przez chwilę w gabinecie panowała cisza.
— Victoria — odezwała się w końcu doktor Goldberg. — Co by innego? — W jej głosie pojawiła się gorycz.
— Jakieś szczegóły? — Agata wbrew sobie poczuła nieco zainteresowania.
— Powiedzmy, że nie akceptuje pewnej osoby... — mruknęła niechętnie Hana.
— Pewnej osoby? To znaczy? — Agata skarciła w duchu samą siebie, bo zabrzmiało to tak, jakby była bardziej niż zainteresowana tematem.
— Sama nie wiem, o co jej chodzi... — Lekarka jakby nie usłyszała pytania koleżanki.
— Nastolatki z reguły ciężko jest zrozumieć.
— Może i masz rację — przytaknęła Hana, ale bez specjalnego entuzjazmu w głosie. — Ale ja kompletnie nie umiem się z nią dogadać.
Blondynka skupiła wzrok na widoku za oknem. Nie wiedziała, co powiedzieć, a jednocześnie nie chciała zmuszać Hany do zwierzeń. Na chwilę zapanowała cisza, którą przerwała Hana.
 — Cóż — sama nie była pewna, co chce powiedzieć — może to i moja wina, że nie umiem się z nią porozumieć...
— Jeśli ona nie chce, żeby między wami było dobrze, sama nic nie zrobisz. — Słusznie zauważyła blondynka.
— A skąd mam wiedzieć, czego ona chce? — W głosie lekarki dało się słyszeć rozżalenie i gorycz.
— Porozmawiaj z nią... — Dla Agaty było to coś oczywistego.
— Tak, jasne. Porozmawiaj — mruknęła Hana z ironią.
Internistka westchnęła. Wiedziała, że dla szatynki nie był to łatwy temat, dlatego postanowiła go zmienić. Niestety, i ten wybór okazał się nietrafiony.
— A jak się układa pomiędzy tobą a Piotrem?
— Jest dobrze. — Uśmiechnęła się. — Tylko Viki...
— Viki co?
— W ogóle go nie akceptuje...
— Musisz dać jej trochę czasu. — Agata próbowała się uśmiechnąć.
— Miała tego czasu już wystarczająco dużo...
Agata nie powiedziała nic więcej, gdyż do gabinetu weszła pielęgniarka.
— Doktor Woźnicka, jest pani pilnie proszona na izbę. 
— Miałaś się nie przemęczać. — Hana uśmiechnęła się lekko.
Blondynka uśmiechnęła się, rzuciła lekarce spojrzenie z tych w stylu „Weź przestań” i ruszyła za pielęgniarką, zostawiając lekko uśmiechniętą i podniesioną na duchu rozmową Hanę.

Wczesnym wieczorem, Wiki stała przy oknie w swoim dawnym pokoju, który teraz należał do Blanki. Widok z niego wychodził wprost na wejście do szpitala. Uśmiechnęła się, słysząc otwierające się drzwi. Blanka nocowała u Viki, więc jedyną osobą, jaka mogła tu wejść, był Przemek. Nie myliła się. Jej przyszły mąż stanął obok i złapał ją za rękę.
— I na co tak patrzysz? — zapytał ze śmiechem. — Jeśli wypatrujesz przystojnego faceta to właśnie stoi obok ciebie.
— Bardzo zabawne. — Wiki pokręciła głową.
Tymczasem Przemek wyjrzał przez okno, a widok, który zobaczył, wcale mu się nie spodobał. Jego mina momentalnie się zmieniła.
— Coś się stało? — Wiki spojrzała na swojego narzeczonego.
Przemek jednak dalej skupiał swój wzrok na dwójce osób znajdujących się przed szpitalem.
— Przemek! — Rudowłosa również spojrzała za okno, jednak w przeciwieństwie do swojego partnera uśmiechnęła się.
Chłopak powoli odwrócił głowę w stronę Wiktorii. Trudno było nie zauważyć, że momentalnie zmienił się mu humor.
— Widzisz? Szczęśliwi, zakochani... — mruknął z sarkazmem mężczyzna. — Ciekawe, kiedy to się skończy...
— Czemu to ma się skończyć? — Consalida, zdumiona, spojrzała na Przemka.
— A co... Nie pamiętasz już, jak było z tobą?
— To były dwie zupełnie inne sytuacje! — Wiktoria podniosła głos.
— Ale tacy ludzie w tej kwestii się nie zmieniają...
— Tacy? Przemek, daj sobie spokój! — warknęła z irytacją Wiki.
— Jak mam dać sobie spokój?! Martwię się o nią, tyle...
— Przecież jest z nim szczęśliwa — zauważyła rozsądnie dziewczyna.
— Na razie jest... — Przemek nie zamierzał zmieniać swojego nastawienia.
— Przemek, odpuść sobie... — Wiki nie miała ochoty kontynuować tej rozmowy.
— Jeszcze go bronisz...
— Nie bronię go, po prostu widzę, że się zmienił. — Doktor Consalida z trudem stłumiła narastającą w niej wściekłość.
— Jasne... Szkoda, że ja tego nie widzę.
— Nie widzisz? Czego ty znowu nie widzisz, Zapała?! — Wiktoria dała wreszcie upust swoim emocjom. — Kupić ci okulary, czy co? — Przemek tylko odszedł od okna i usiadł na sofie, nie mówiąc ani słowa. — Chociaż masz rację, lepiej nie... Na weselu byś w nich brzydko wyglądał. — Mężczyzna udał, że tego nie słyszy.
— Co do wesela... Co z tymi zaproszeniami?
— Musimy je wreszcie rozdać, rodzinie już wysłaliśmy, pozostaje szpital i znajomi ze studiów... — Wiktoria z niejaką ulgą przyjęła zmianę tematu. Nie miała zamiaru się z nim kłócić, nie teraz, nie na kilka dni przed ślubem.
— To... Jutro, hm? Kończymy o tej samej godzinie więc...
— Jasne. — Dziewczyna się uśmiechnęła. — Więc... Nina i Sambor, Agata, Paweł, Hana z Piotrem, Borys, Marcin... — zaczęła wymieniać osoby, które mieli zaprosić, kompletnie nieświadoma, że sama wróciła do tematu wcześniejszej kłótni.
— Z Piotrem?! — przerwał jej wywód Przemek, podnosząc się z kanapy.
— Nie, z Markiem — mruknęła z sarkazmem Wiki. — A, właśnie, jeszcze Marek!
— Z Piotrem? — zapytał ciszej tak, jakby nie dowierzał w słowa, które parę chwil temu padły z ust Wiktorii.
— No a z kim, Przemek? — Wiki westchnęła. — Czy naprawdę musimy do tego wracać?
— Jak to z kim? Sama. — Zignorował drugie pytanie.
— Oni są parą, Przemek... — Rudowłosa znowu traciła cierpliwość.
— Parą, parą. Ale para to jeden plus jeden, chyba da się ich rozdzielić, prawda?
— Przemek, nie zachowuj się jak dziecko... — Wiki zamknęła oczy.
— Dobrze. Już. Koniec tematu. Przepraszam. — Mężczyzna spróbował się uśmiechnąć. Nie zamierzał odpuścić, ale nie miał również zamiaru kłócić się ze swoją przyszłą żoną o coś takiego. — Idziemy spać?
— A jutro zaproszenia. I bez gadania!

Następnego dnia, późnym popołudniem, Hana skończyła przyjmować ostatnią pacjentkę. Gdy zamknęły się za nią drzwi, odchyliła głowę do tyłu i przymknęła oczy. Przez chwilę siedziała bez ruchu, po czym stwierdziła, że czas najwyższy zbierać się do domu. Wstała, zdjęła kurtkę z wieszaka i już miała wyjść, gdy do drzwi ktoś zapukał.
— Proszę!
Stała tyłem do drzwi, dlatego pisnęła, kiedy czyjeś ręce objęły ją w pasie.
— Hej. — Piotr obrócił ją przodem do siebie i musnął wargami jej usta.
— Hej. — Kobieta nie mogła powstrzymać szerokiego uśmiechu.
— Jedziesz już do domu?
— A jeśli tak, to co?
— Podwiozę cię. — Uśmiechnął się.
— Wiesz, że mam swój samochód? — Hana przewróciła oczami.
— Wiem, wiem. Ale on też kiedyś musi odpocząć od ciebie.
— Coś sugerujesz? — zapytała ze śmiechem lekarka.
— Oczywiście, że nie. — Piotr również się zaśmiał.
— I sądzisz, że ci uwierzę?
Piotr nie zdążył nic odpowiedzieć, gdyż Wiki niespodziewanie otworzyła drzwi i weszła do gabinetu, a za nią Przemek.
— Cześć, chcieliśmy was zapro... Eee... My chyba nie w porę. — Odwróciła się w stronę wyjścia i pociągnęła swojego narzeczonego, który zdążył przewrócić oczami, za rękę.
— Nie, chodźcie! — Hana powoli uwolniła się z uścisku Piotra. — O co chodzi?
— Chcieliśmy was zaprosić na nasze wesele.
Przemek na słowo „was” rzucił jej niezbyt zadowolone spojrzenie, które po chwili przeniósł na Piotra.
— W każdym razie — Wiki starała się ignorować Przemka — mamy nadzieję, że przyjdziecie.
— Hana na pewno przyjdzie, w końcu to ślub jej brata, prawda? – Przemek spróbował się uśmiechnąć do siostry, całkowicie ignorując Piotra.
— Jasne, przyjdziemy razem. — Hana zignorowała wypowiedź brata.
— Fajnie. Zbieramy się, mamy jeszcze dużo do zrobienia... – Consalida uniosła rękę, w której trzymała plik reszty zaproszeń. — Lecimy. Chodź, Przemek! — Wiki podniosła głos, bo jej narzeczony wydawał się lekko nieobecny.
— Hmm? A, tak. Cześć. — Pożegnał się i wyszedł za swoją narzeczoną.
— Chodź, odwiozę cię do domu... — Piotr uśmiechnął się do Hany i oni również wyszli z gabinetu.

Długo będziemy tu jeszcze stały?, Victoria powstrzymała się przed wypowiedzeniem tego komentarza na głos. Rozejrzała się po otaczających ją witrynach sklepowych i westchnęła z frustracją. Na kogo ona czeka?, pomyślała i przeniosła swój wzrok na Hanę, która jak gdyby nigdy nic stała oparta o ścianę przy wejściu do sklepów. Już miała otworzyć usta i wypowiedzieć swoje myśli na głos, gdy zauważyła idącego w ich stronę Piotra.
— Czy ja o czymś nie wiem? — zapytała, siląc się na spokój.
— Hm?
Tak, zbywaj mnie, zbywaj...
— Mogę sobie pójść? — Może nie usłyszy, o co ją pytam?
— Zostajesz, przecież mieliśmy kupić prezent...
Nadzieja matką głupich.
— Z NIM?
— A... Dlaczego nie?
Bo go nie lubię?, Viki nie zdążyła powiedzieć nic więcej, bo nieszczęsny obiekt jej myśli właśnie do nich podszedł.
— Cześć wam. — Piotr na przywitanie pocałował Hanę w policzek i uśmiechnął się w kierunku Viki, która jednak nie odwzajemniła jego uśmiechu.
— Hej... — W jej głosie brakowało entuzjazmu.
— To jak, idziemy?
— Jasne. — Hana uśmiechnęła się do mężczyzny i rzuciła krótkie spojrzenie na Viki, które miało znaczyć „Zachowuj się!”.
Viki tylko przewróciła oczami i powolnym krokiem ruszyła za nimi, starając się nie zwracać na zakochanych nawet najmniejszej uwagi. Jednakże, to wcale nie było takie łatwe. Sam prezent wybierali prawie dwie godziny. Victoria oczywiście nie mogła odmówić sobie paru nie do końca miłych uwag, które Piotr starał się ignorować, a Hana obracać w żart, co obojgu nie wychodziło.
— Skoro już wszystko mamy, to zapraszam was na obiad.
Czekaj, czekaj... Obiad? Nie, nie zgadzam się...
— Chyba nie skorzystam... Śpieszę się do Blanki. I tak już jestem spóźniona... — Dobre kłamstwo nie jest złe.
— Skoro czekała już tyle, to poczeka te pół godziny. — Hana spojrzała ostro na córkę. — Chodź.
Victoria, nie mając innego wyjścia, z nieszczęśliwym wyrazem twarzy ruszyła za nimi. Siadając przy stoliku, starała się wybrać najbardziej odosobniony kąt. Szybko wzięła kartę do ręki i zaczęła się w nią wpatrywać, jakby to była najważniejsza rzecz na świecie. Zamówiła pierwszą lepszą potrawę, nawet specjalnie nie zawracając sobie głowy jej nazwą. Marzyła tylko o tym, by jak najszybciej stąd wyjść. Drgnęła, gdy ciszę panującą przy stoliku przerwał dźwięk telefonu Hany. Jej matka wstała, mówiąc ciche „przepraszam” i odeszła, by odebrać połączenie. Viki patrzyła za nią przez chwilę, po czym przeniosła swój wzrok na Piotra. Cholera..., pomyślała przerażona. Nie zaczynaj rozmowy, błagam cię...
— I jak ci się podoba tutaj? W Polsce?
Cholera. Zaczął.
— Yyy... Nie jest źle. — Byłoby lepiej, gdyby ciebie tutaj nie było, ale chyba nie można mieć wszystkiego...
— Tylko tyle?
— A co jeszcze? — Patrz w to jedzenie, to może uzna, że ta rozmowa cię nie interesuje. A no tak, ona cię NIE interesuje.
— Nie wiem — Piotr wzruszył ramionami. — Kiedy wyjeżdżasz?
Dowaliłeś.
— Pewno w przyszłym tygodniu... — W tym momencie do stolika dosiadła się Hana.
— Tego jeszcze nie wiadomo.
Co?!
— O co ci chodzi?
— Mnie? — Hana zdziwiona spojrzała na córkę. — O nic. Jedz.
Przez chwilę panowała cisza, którą znowu przerwał dzwonek telefonu. Tym razem jednak była to komórka Piotra. Victoria bez słowa patrzyła jak mężczyzna przez chwilę ściszonym głosem rozmawia przez telefon, a potem odwraca się i mówi coś do jej matki. Zachowała kamienną twarz, gdy chirurg szybko musnął swoimi wargami usta Hany i wstał od stołu. W jej stronę wysłał uśmiech, którego dziewczyna jednak nie odwzajemniła. Bo i po co?

Parę godzin później, w lekarskim, Agata właśnie kończyła uzupełniać papiery. Wstała i miała zamiar odnieść je do swojego gabinetu, gdy drzwi do pomieszczenia otworzyły się.
— Witam. — Męski głos.
Powoli podniosła głowę. Przed nią stał mężczyzna, na oko po trzydziestce. Był wysoki, miał czarne włosy i ciemnoniebieskie, można by rzec, że granatowe oczy.
— Yyy... — zaczęła mało inteligentnie. — Dzień dobry. A pan jest?
— Robert Ostrowski, nowy kardiolog. — Mężczyzna podał rękę Agacie.
— Kardiolog... — Blondynka uśmiechnęła się.
— A pani? — Na jego twarzy również pojawił się uśmiech.
— Agata Woźnicka, internistka.
— Miło mi.
— Mnie również. — Oczy mężczyzny zaiskrzyły wesoło. — A tak właściwie, to czemu taka piękna dama jest tutaj sama? – Rozglądnął się po pustym pomieszczeniu.
— Teraz już nie taka sama...
— To w takim razie, mogłaby mnie pani oprowadzić po szpitalu? Będą same korzyści, nie dość, że poznam budynek, to jeszcze w towarzystwie takiej pięknej kobiety...
— Z wielką chęcią. Ale proszę, nie pani, a Agata...
— Kolejny plus: piękna kobieta o pięknym imieniu. Z greckiego oznacza „wspaniała”. Robert, miło mi. — Uśmiechnął się.
Powtarza się, Agata zaśmiała się do swoich myśli.
— Chodźmy.
— Z panią wszędzie. Przepraszam, zapomniałem, że przeszliśmy na „ty”...
Blondynka zaśmiała się i pokręciła głową. Wskazała Robertowi drzwi i razem wyszli, kierując swe kroki najpierw na oddział chirurgiczny, a potem na resztę szpitala.

Hana szykowała się do wyjścia z Piotrem. Viki była u Blanki, ale zaraz miała wrócić. Lekarka nie miała ochoty tłumaczyć się córce, gdzie wychodzi, więc miała nadzieję, że zdąży wyjść przed powrotem dziewczyny.
— Gdzie idziesz? — Drzwi otworzyły się i stanęła w nich Viki.
Cholera.
— O, już wróciłaś? — W głosie Hany pojawiło się zmieszanie.
— No, wróciłam... — odparła powoli Viki. — A ty gdzieś wychodzisz?
— Tak, na taki... Krótki spacer — mruknęła lekarka.
— Sama? — spytała Victoria, patrząc podejrzliwie na matkę.
Odpowiedziała jej jedynie cisza.
— Mam to wziąć za odpowiedź twierdzącą czy przeczącą?
— Wrócę późno. — Nie pytaj o więcej, proszę cię...
— Nie odpowiedziałaś na moje pytanie. — Viki nie zamierzała tak łatwo się poddać.
— Victoria.. A jak myślisz? — westchnęła Hana, patrząc na córkę.
— Może lepiej nie odpowiem... — …bo musiałabym użyć paru niemiłych słów.
— To po co pytasz? — Doktor Goldberg przewróciła oczami.
— Chciałam być miła.
Tak, oczywiście.
— Jedzenie masz w lodówce.
— O, czyli nie wrócisz na noc? — zapytała Victoria z udanym zdziwieniem.
— Mówię to tylko na wypadek, gdybyś o tym zapomniała. — Hana starała się zachowywać cierpliwie, ale chyba nie do końca jej to wychodziła.
— Naprawdę?
Nie wytrzymam...
— Naprawdę. Mogę już iść?
— A czy ja ci bronię?
— Wolę się upewnić — mruknęła Hana.
— I tak byś mnie nie posłuchała — stwierdziła oczywistość Victoria.
— Masz rację. Idę.
— Miłej... Miłego spaceru znaczy się.
Bo ci uwierzę.
— No idź, bo się jeszcze spóźnisz, i co? — W głosie dziewczyny pojawił się sarkazm.
Hana tylko spojrzała krzywo na córkę i wyszła. Tymczasem Victoria jeszcze przez chwilę patrzyła na zamykające się drzwi. Jeszcze tydzień..., pomyślała  i samej nie wiedząc dlaczego, zrobiło jej się dziwnie smutno. Smutno?! Czego ty chcesz żałować?, skarciła się w myślach. Że Hana najwyraźniej już ułożyła sobie życie? Proszę bardzo, niech jest szczęśliwa. Ale ja nie będę na to patrzeć, postanowiła sobie w duchu. Zresztą... Ty i tak jej nie obchodzisz... Viki zamknęła oczy. Przyjechała tu, sama do końca nie wiedząc po co. Od początku była pewna, że to nie wyjdzie. Cóż... Po prostu zmarnowała te dwa miesiące. Ale już za tydzień będzie w Izraelu. Hana pozbędzie się kłopotu, a ona... Właśnie, czego?

Hana czekała na Piotra niedaleko swojego mieszkania w umówionym wcześniej miejscu. Miał jeszcze 5 minut, ale ona i tak rozglądała się czy nie idzie... Nagle ktoś zasłonił jej oczy.
— Zgadnij, kto to... — Mężczyzna stanął blisko niej i uśmiechnął się.
— Chyba muszę się zastanowić... — zaśmiała się.
— Mamy czas... — Piotr pocałował ją w głowę.
— I będziemy tu tak stali? — Na twarzy Hany pojawił się uśmiech.
— Ty tutaj rządzisz.
— W takim razie, chodźmy. — Złapała go za rękę.
— Mamy jakiś... plan?
— To ty mnie tu zaprosiłeś, więc liczę na twoją inwencję twórczą.
Piotr z uśmiechem pokręcił głową.
— Krótki spacer, a potem... Zobaczymy.
— W takim razie chodź.
Spacerowali tak prawie godzinę, rozmawiając i śmiejąc się. Było im ze sobą dobrze i choć na chwilę mogli zapomnieć o wszystkich innych rzeczach i po prostu cieszyć się sobą.
— Odprowadzę cię — zaproponował Piotr, gdy stanęli na chwilę.
— Nie, tym razem ja cię odprowadzę. I bez gadania. — Hana pociągnęła mężczyznę za rękę, na co ten tylko się zaśmiał i objął ją w pasie.
— Może wejdziesz na chwilę? — zapytał, gdy już znaleźli się pod jego blokiem.
— I będę po nocy wracać do domu?
— Odwiozę cię później. — Piotr nie widział problemu.
— Jasne, jasne. — Pokręciła głową. — W takim razie, prowadź.
Doszli do drzwi. Piotr przekręcił klucz w zamku i przepuścił Hanę pierwszą.
— Napijesz się czegoś? — zapytał mężczyzna, gdy weszli do mieszkania.
— To zależy czego...
— Herbaty, kawy, wina, wody, szampana... — Piotr wymienił wszystko, co aktualnie miał w domu.
— Przecież miałam wejść tylko na chwilę.
— To będzie chwila. Wypijesz i wyjdziesz, jeżeli będziesz chciała. — Uśmiechnął się.
Kobieta przewróciła oczami.
— A dlaczego mam chcieć zostać? — zapytała podejrzliwie.
— Co chcesz do picia? — Zaśmiał się.
— Herbatę. I odpowiedz na moje pytanie.
— Z cukrem czy bez? — krzyknął mężczyzna, wchodząc do kuchni.
— Bez... Nie myśl, że dam za wygraną. — Lekarka ruszyła za Piotrem.
— Czarną, zieloną, zwykłą?
— Jakąkolwiek. Jesteś okropny! — zawołała, widząc uśmiech na twarzy bruneta.
— Ja?
— Tak, ty!
— Nie przesadzaj... Z cytryną czy bez?
— Bez. Odpowiesz wreszcie na moje pytanie?
— Twoja herbata. — Piotr z uśmiechem podał jej kubek gorącego napoju.
— Dziękuję. — Uśmiechnęła się i podeszła do okna. — I nie myśl, że wyjdę bez odpowiedzi — powiedziała, wyglądając przez szklaną szybę.
— Nie musisz wychodzić.
— Victoria czeka. Poza tym, nie miałabym gdzie spać.
— Naprawdę nie miałabyś gdzie spać? Ktoś na pewno z chęcią by cię przygarnął... — Na jego twarzy znowu pojawił się uśmiech.
— Ktoś? — Hana odstawiła kubek na parapet.
— Ktoś... — Piotr podszedł do niej i objął ją pasie.
— A kto... Na przykład?
— Ja? — mężczyzna przyciągnął Hanę do siebie, tak, że ta wtuliła się w jego tors.
Kobieta nic nie powiedziała. Przecież dobrze znała odpowiedź, a jednak ta ją zaskoczyła... Przez chwilę stali tak w ciszy, patrząc na widok, który znajdował się za oknem.
— Kocham cię, wiesz? — Piotr przerwał tę cichą kontemplację widoków.
Powoli odwróciła się w jego stronę. Podniosła wzrok, popatrzyła w jego oczy...
— Wiem. Ja ciebie też. — Była tego pewna jak nigdy wcześniej.
On delikatnie podniósł jej podbródek do góry i musnął wargami jej usta. Ona uśmiechnęła się i oddała pocałunek. Nic więcej się dla nich nie liczyło; byli tylko oni...

Hana stanęła przed drzwiami swojego mieszkania. Wyciągnęła z torebki klucze. Starała się jak najciszej przekręcić zamek. Miała wielką nadzieję na to, że Victoria jeszcze śpi... Weszła do kuchni.
— O, JUŻ wróciłaś? — zapytała z sarkazmem Viki.
CHOLERA.
— Jak widać...
— Jak miło, że przypomniałaś sobie, że masz córkę... — mruknęła z przekąsem dziewczyna.
— Cieszysz się? — zapytała Hana, z powrotem wracając do przedpokoju i zdejmując buty.
— Z jakiego powodu?
Lekarka przewróciła oczami.
— Że „przypomniałam sobie”, że czekasz na mnie w domu.
— Nie no, oczywiście, że się cieszę...
— Jasne... — mruknęła Hana, wchodząc do kuchni.
— Wątpisz w to? — zapytała Viki z oburzeniem.
— Ależ oczywiście, że nie...
— Więc w czym problem?
— Mam wrażenie, że ty go masz.
— Ja? — W głosie Victorii pojawiło się świetnie udane zaskoczenie. — To ty masz problem, bo zaraz spóźnisz się do pracy...
— Nie zmieniaj tematu.
— A to ta rozmowa ma jakiś temat? I serio, spóźnisz się.
— Mam zegarek, więc widzę, która jest godzina — powiedziała z irytacją Hana.
— Serio? — Zdziwiła się uprzejmie dziewczyna. — To dobrze. Śniadania nie jesz? — Zainteresowała się nagle, widząc, że jej matka ma zamiar iść do swojej sypialni.
— Śniadanie? Nie zdążę. — Kobieta spojrzała na zegarek. — Zjem w bufecie.
— To nie było romantycznego śniadania we dwoje? – Och, jakie to smutne.
— Co masz na myśli? — zapytała ostro Hana, obracając się w kierunku córki.
— Spałaś z nim. Przecież to oczywiste, MAMO.
— Czyżbym miała do czynienia z ekspertem w tych sprawach? — odparła z ironią w głosie Hana, starając się jednocześnie ukryć zmieszanie.
— Nie, nie spałam z tym... Znaczy, Piotrem — poprawiła się szybko Viki — jeżeli o to ci chodzi.
— Naprawdę? Dziękuję ci, już myślałam, że mam konkurencję... — mruknęła z przekąsem Hana.
Do takiego idioty? Nie osłabiaj mnie, proszę.
— Pozostawię to bez komentarza.
— O, po raz pierwszy od twojego przyjazdu udało mi się ciebie na tyle zaskoczyć, że odjęło ci mowę — zauważyła kobieta.
— Nie, po prostu nie mam słów, by to opisać. — Viki uśmiechnęła się krzywo.
— Wiesz, podobno jak człowiek czyta dużo książek to powiększa się jego zasób słownictwa. Spróbuj.
— Wiesz, w przeciwieństwie do NIEKTÓRYCH, umiem czytać, więc nie musisz się martwić o moją edukację.— Victoria upiła łyk swojej zimnej już herbaty.
— Coś sugerujesz? — zapytała dla upewnienia Hana.
— W stosunku do ciebie nie... Oprócz tego, żebyś się o mnie nie martwiła, oczywiście.
— No niestety, musisz pogodzić się z tym, że zawsze będę się o ciebie martwiła — odparła Hana z udawanym smutkiem.
— I myślisz, że będę się cieszyć z tego powodu?
— Uwierz mi, miałam taką nadzieję — przytaknęła lekarka, uśmiechając się pod nosem.
No i z czego tak się cieszysz?
— No cóż, nadzieja matką głupich. — Victoria uśmiechnęła się w ten charakterystyczny dla siebie sposób.
— Widzę, że wywiązała nam się bardzo ciekawa rozmowa, ale niestety, wychodzę zaraz i musimy to przerwać.
— Masz rację, jeszcze się spóźnisz a twój „ukochany'” nie będzie przecież czekał...
— No tak, właśnie dlatego nie chcę się spóźnić. Wychodzę, nie czekaj na mnie jak coś. — Hana wstała od stołu.
Bo na pewno bym się doczekała, pomyślała z sarkazmem Victoria, patrząc na zamykające się za jej matką drzwi.

 *******************
           Rozdział trochę późno, ale niestety tak to bywa ze szkołą. Kolejny w okolicach weekendu, najpewniej w sobotę.

niedziela, 9 lutego 2014

20. Pełnia szczęścia?

Parę dni później Piotr właśnie rozmawiał z Samborem o kolejnej operacji. Nie zapowiadała się łatwo.
— Do zobaczenia za pół godziny na bloku — rzucił Michał na odchodne i wyszedł z lekarskiego, mijając wchodzącą do niego dziewczynę.
— Cześć, Piotr. — Leroy uśmiechnęła się słodko. — Widziałeś gdzieś Hanę? — zapytała.
— Nie, a o co chodzi? — odpowiedział pytaniem na pytanie.
— No... Szukam jej...
— Hany nie ma, ma operację. Co jest? — Spojrzał na dziewczynę.
— Chciałam się jej pochwalić.
— Tak? A czym, jeśli można wiedzieć? — Piotr usiadł na oparciu sofy.
— Dostałam się na studia. — Leroy uśmiechnęła się tryumfalnie.
— Gdzie? — Piotr, zaskoczony, podniósł wzrok.
— Wrocław... Anglistyka.
— O, gratulacje. — Uśmiechnął się brunet.
— Dzięki. Nie wiesz, kiedy Hana kończy? — zapytała, opierając się o framugę drzwi.
— Pewno za chwilę, już dawno zaczęła. — Piotr wzruszył ramionami.
— Okej, poszukam jej, a jak tam... U was? — W jej głosie pojawiła się ciekawość.
Piotr pokręcił głową z rozbawieniem. Leroy w odpowiedzi uśmiechnęła się szeroko i już miała wyjść, kiedy zatrzymał ją głos chirurga:
— Leroy!
Dziewczyna obróciła się powoli i spojrzała na Piotra.
— Tak?
— Dzięki. — Uśmiechnął się mężczyzna. — Za wszystko. Gdyby nie ty... — urwał.
— Nie ma o czym mówić — przerwała mu Leroy, kręcąc głową. — O! — wyjrzała na korytarz i zauważyła idącą nim Hanę. — Hana jest, idę. Cześć — rzuciła szybko i podbiegła do siostry, by podzielić się z nią najnowszymi wiadomościami.
— Cześć... — rzucił Piotr, ale dziewczyna była zbyt daleko, żeby to usłyszeć.
Wstał, zasunął krzesło i wrócił na izbę, uśmiechając się pod nosem.

Po południu, po skończonej operacji, Piotr musiał odbyć jeszcze parogodzinny dyżur na izbie. Miał nadzieję na chwilę spokoju, ale już po parunastu minutach przywieziono mu pacjentkę z wypadku. Niby wszystko było dobrze, ale kobieta była w ciąży. Dyżur na ginekologii miał Wójcik, ale Piotr poprosił, by znaleziono Hanę, gdyż wiedział, że ona również jest jeszcze w pracy. Nie musiał długo czekać. Uśmiechnął się, widząc wchodzącą kobietę, która od razu zajęła się pacjentką. Profesjonalizm ponad wszystko, pomyślał ze śmiechem.
— No... — odezwała się Hana po kwadransie. — Wydaje się, że wszystko jest dobrze. — Uśmiechnęła się do pacjentki. — Ale i tak zostawiłabym panią na jedną dobę w szpitalu. — Te słowa skierowała już do Piotra, podchodząc do niego. — Niby wszystko jest w porządku, ale coś mi tu nie gra... — mruknęła, podając mu papiery. — Zostaw ją na ten jeden dzień, a potem zobaczę.
— Dzięki. — Mężczyzna po raz kolejny się uśmiechnął. — Kiedy jesteś wolna?
— A co? — odparła pytaniem na pytanie Hana, przewracając oczami.
— Bo... Może gdzieś cię zabiorę?
— Jasne. — Kobieta uśmiechnęła się. — Gdzie?
— Sam jeszcze nie wiem. — Uśmiechnął się tajemniczo.
— Jasne, jasne. I myślisz, że ci uwierzę?
— Zaufanie to podstawa.
— Podstawa czego? — zapytała Hana, podnosząc jedną brew.
— Ogólnie, w każdych relacjach.
— Oczywiście — Zaśmiała się. — Coś jeszcze, panie doktorze?
— Z mojej strony już nic... Chyba nie, chociaż...
— Chociaż? — Spojrzała na niego pytającym wzrokiem.
Piotr udał, że się zastanawia. W końcu położył ręce na biodrach Hany, przyciągnął ją do siebie i pocałował w usta.
— Teraz już wszystko. — Znowu się uśmiechnął.
— To dobrze. Idę na oddział. – Kobieta pocałowała Piotra w policzek i uśmiechnięta wróciła do pracy.
Obydwu wydawało się, że wreszcie los się do nich uśmiechnął. Że wreszcie odnaleźli swoje szczęście przy boku tej drugiej osoby. Być może było za szybko na takie deklaracje, ale oni tak właśnie się czuli.

Piotr miał być za jakieś dwadzieścia minut, a Hana ciągle nie powiedziała nic Viki. Cóż, należało coś z tym zrobić.
— Viki! — krzyknęła, mając w duchu nadzieję, że dziewczyna jest zbyt zajęta swoimi sprawami, by ją usłyszeć.
— Co?! — No cóż, przynajmniej miała nadzieję.
— Chodź tu!
— Po co?! — odkrzyknęła dziewczyna po chwili ciszy.
— Chodź! — Świetnie, już traci cierpliwość.
— No idę, chwila! — Victoria weszła do salonu. — Co? — zapytała, może nieco zbyt opryskliwie.
Nie miała nastroju do rozmowy, Hana od razu to zauważyła. Postanowiła się jednak nie zniechęcać.
— Siadaj.
            Viki usiadła i spojrzała na matkę.
— Więc? — Odpowiedziała jej jedynie cisza. — Hana? — zapytała, jednak dalej nie otrzymała żadnej reakcji. O co chodzi? Wszystko okej?  
O, to już było dziwne. Lekarka poderwała głowę, wyrywając się z zamyślenia.
— Hm? Nie, wszystko okej. Chyba.
— Więc o co chodzi? — Victoria była już odrobinę zirytowana.
— Musimy pogadać? — Dlaczego to zabrzmiało jak pytanie?
— O czym?
— Jestem z Piotrem i... — Hana urwała. Może mówienie tego prosto z mostu nie było najlepszym pomysłem? Ale... Skoro zaczęła, to skończy. — Ja wiem, że ty go nie lubisz, ale proszę cię tylko o to, żebyś...
Nie lubię? To chyba OGROMNE niedopowiedzenie.
— Żebym co?
— Żebyś nie próbowała tego rozbijać... Ja naprawdę jestem z nim szczęśliwa. Rozumiesz?
Ckliwie się robi, mamuśka, Viki skrzywiła się z niesmakiem. Chociaż... Właściwie czemu ja się tego nie spodziewałam?
— Świetnie — mruknęła zamiast tego.
— Wiedziałam, że się ucieszysz. — Hana uśmiechnęła się, ale w całej jej wypowiedzi pobrzmiewał sarkazm.
— Widzisz. — Victoria pozwoliła sobie na ironiczny uśmiech. — Szczęścia życzę.
— Jasne.
— Staram się być miła, sama mnie o to prosiłaś.
— A czy ja coś mówię? — Odpuść sobie, Viki, odpuść...
— No a nie? — Dziewczyna chciała jeszcze coś powiedzieć, ale przerwał jej dzwonek do drzwi.
Zerwała się z miejsca i poszła otworzyć zupełnie nie zauważając przerażonego wyrazu twarzy Hany. Cholera..., pomyślała.
— Cześć, mogę wejść? — Trzeba było nie otwierać tych cholernych drzwi, Viki...
— Twój facet przyszedł! — wrzasnęła w kierunku salonu, bez słowa wpuszczając Piotra do środka.
Hana pojawiła się w przedpokoju i przewróciła oczami.
— Victoria, prosiłam cię...
— O co?
— Daj sobie spokój... — westchnęła Hana, nie mając ochoty na jakąś większą kłótnię.
— Jasne. Ja wychodzę, a wy bawcie się dobrze — rzuciła z sarkazmem, wzięła swoją kurtkę i wyszła, nie zaszczyciwszy ich ani jednym spojrzeniem.
Piotr spojrzał na zamykające się drzwi lekko zdziwionym wzrokiem.
— Hm? — zapytał, przenosząc spojrzenie na Hanę.
Kobieta zamknęła oczy. Czy Viki naprawdę nie mogła sobie odpuścić?
— Przepraszam cię za nią, jest... W nie najlepszym nastroju — powiedziała w zamian.
— Jasne. — Mężczyzna uśmiechnął się. — I tak w ogóle to hej. — Objął ją w pasie i pocałował w czoło.
Na twarzy Hany również pojawił się lekki uśmiech.
— Tylko w czoło?! — zapytała z udawaną złością.
— W takim razie... — Piotr podniósł jej podbródek i pocałował namiętnie w usta. — Lepiej?
— Teraz jak najbardziej. — Lekarka uśmiechnęła się szeroko.
— I bardzo dobrze. A teraz chodź.
— Nie pytam gdzie, bo i tak nie powiesz.
— W takim razie nie pytaj, tylko chodź.
Hana ubrała buty i wzięła kurtkę. Wyszli, a ona zamknęła drzwi.
— Mam się bać?
— Oczywiście, że nie. — Na twarzy Piotra pojawił się uśmiech.
— Uważaj, znam ten uśmiech.
— Naprawdę? — zapytał z zainteresowaniem mężczyzna. — I co on ci mówi?
— Nieważne co mówi, ważne, że jest obecny.
Piotr zaśmiał się i otworzył drzwi przed Haną, gdyż właśnie doszli do jego samochodu.
— Wsiadaj.
— Nie, będę tu stać i patrzeć jak odjeżdżasz. — Lekarka uśmiechnęła się złośliwie, ale wsiadła do samochodu.
— Naprawdę? — Mężczyzna również wsiadł. — To czemu nie stoisz? — zapytał, przekręcając kluczyki.
— Bo nie puszczę cię nigdzie samego.
— Zazdrosna? — W jego głosie rozbrzmiało rozbawienie.
— A może być inaczej?
— Nie masz o co. Może o tą pacjentkę z izby, ale...
Hana spojrzała na Piotra morderczym spojrzeniem, jednak prawie natychmiast na jej ustach pojawił się uśmiech, którego nie mogła ukryć.
— Ślicznie wyglądasz jak się denerwujesz.
— Tylko wtedy? No niech pan doktor sobie uważa... I lepiej patrzy na drogę.
— Przecież patrzę.
— No dobrze — mruknęła niechętnie Hana. — A ja dalej nie wiem, gdzie mnie porywasz.
— I bardzo dobrze. — Piotr uśmiechnął się pod nosem.
— A może ty sam nie wiesz, gdzie jedziemy, hm?
— Ja wiem, ty jak na razie jeszcze nie musisz. — Zatrzymał się na światłach i obrócił w kierunku Hany.
— Postaram się być cierpliwa — powiedziała poważnie, patrząc mu w oczy.
Piętnaście minut później, Piotr stanął przed budynkiem.
— Kręgle? – zapytała Hana, patrząc na napis znajdujący się nad budynkiem.
— Chodź. — Wyszli z samochodu i weszli do budynku.
Piotr kupił bilety i zwrócił się do kobiety:
— Grałaś kiedyś?
— Jasne, i to nie raz. — Uśmiechnęła się.
— To dobrze, żadna frajda wygrać walkowerem.
— No wiesz? Nie bądź taki pewny siebie.
— Ale to szczera prawda.
— Zobaczymy — mruknęła pod nosem Hana.
— Jasne. Chodź.
Grali już z godzinę, kiedy Piotr zapytał:
— Kto wygrywa?
— Myślisz, że liczę? Popatrz na ekran, to zobaczysz. — Kobieta przewróciła oczami.
— Remis jest. — Uśmiechnął się brunet w odpowiedzi, przenosząc wzrok z ekranu na Hanę.
— To jak, ostatnia runda?
— Jasne. — Piotr wziął kulę i przygotował się do kolejnego rzutu.
— Tylko nie mów, że dałeś mi wygrać — powiedziała Hana, gdy skończyli.
— No a nie?
— Kiedy rewanż? — zapytała ze śmiechem.
— Kiedy chcesz.
— Dam znać. A teraz pozwól, że podziękuję ci za grę.
Chirurg uśmiechnął się i przyciągnął Hanę bliżej siebie. Ta założyła mu ręce za szyję i stanęła na palcach. Piotr objął ją w pasie i pocałował ją w usta. Drugą rękę przeniósł z jej talii i wplótł w jej włosy.
— Ładne podziękowanie — mruknął mężczyzna, gdy skończyli. — Więcej takich.
— Na coś takiego trzeba sobie zasłużyć. Wracamy?
— Chodź. — Złapał ją za rękę i poprowadził w stronę samochodu.
Droga powrotna zajęła im nieco mniej czasu. Dojechali pod osiedle, na którym mieszkała Hana.
— Będę już szła.
— A jeśli cię nie puszczę? — Piotr złapał kobietę za rękę.
— Cóż... Nie zrobisz tego, prawda?
— No nie wiem. Najchętniej w ogóle bym się z tobą nie rozstawał...
— To miło z twojej strony — zaśmiała się lekarka. — Ale teraz naprawdę muszę już iść. — Pochyliła się i pocałowała Piotra w policzek.
— Leć, jak musisz. Do jutra. — Uśmiechnął się i wypuścił dłoń Hany.
— Do jutra. — Na jej twarzy również pojawił się uśmiech.
Wyszła, odprowadzana wzrokiem mężczyzny.

Hana otworzyła drzwi. Viki siedziała w salonie, nogi miała wyłożone na stoliku. Oglądała jakiś film w telewizji.
— Hej? — rzuciła, nie bardzo wiedząc, jak rozpocząć rozmowę.
Odpowiedziała jej cisza, więc lekarka również się nie odezwała. Usiadła na przeciwległej sofie i dopiero wtedy Victoria przeniosła na nią wzrok.
— Dalej jesteś, hm... Obrażona?
Ciekawy początek rozmowy, punkt dla ciebie, pomyślała Viki z sarkazmem.
— Obrażona? Ja? O co?
— Udawanie słabo ci wychodzi — mruknęła Hana.
— O co ci chodzi? — W głosie dziewczyny pojawiła się lekka irytacja.
— Możesz mi powiedzieć, co ci w nim nie pasuje? Dlaczego tak go traktujesz? Nawet go nie znasz! — wybuchła wreszcie lekarka, patrząc na córkę wściekłym wzrokiem.
Odpuść sobie, bo zaraz powiem coś, czego mogę żałować.
— I wcale nie chcę poznać — mruknęła pod nosem.
Zagryzła usta, by nie powiedzieć nic więcej, chociaż na język cisnęło się jej wiele nie do końca odpowiednich do sytuacji słów.
— Widzisz, nawet nie dajesz mu jednej szansy... — szepnęła kobieta, tłumiąc gorycz w głosie.
— Po co? — odparła natychmiast Victoria, gwałtownie podnosząc głowę. Czego ty oczekujesz, Hana?
— A dlaczego nie? — Czy to dla niej takie trudne? Czy ja o tak wiele proszę?
— Po co? — spytała Viki lodowatym tonem. — I tak za niecały miesiąc stąd wyjadę, więc po co mam chociażby próbować zaakceptować tego dupka? Nie przyda mi się to w życiu. — Tak jak ja nie przydam się tobie...
— Zrób to, proszę. Dla mnie. — Ostatnie słowa Hana wypowiedziała niemal szeptem. — Nawet nie wiesz, jakie to dla mnie ważne — dodała ze łzami w oczach, kompletnie nieświadoma emocji, które właśnie rozgrywały się we wnętrzu Viki.
Dziewczyna jedynie podniosła wzrok. Z jej niebieskich oczu nie dało się nic wyczytać.
— Czego ja się spodziewałam... — Kobieta wstała i szybkim krokiem ruszyła do sypialni.
— Nie mam pojęcia... — mruknęła Victoria, patrząc za znikającą w drzwiach sylwetką matki.
Ta... Matki?, prychnęła dziewczyna w myślach. Starając się nie dopuścić do siebie żadnych innych myśli, na powrót przeniosła swój wzrok na telewizor. Jednak pozbycie się własnych myśli wcale nie było takie łatwe i w końcu zniechęcona dziewczyna udała się do pokoju.

— Piotr?
Chirurg obrócił się, w sam raz, by dojrzeć stojącego za nim Przemka.
— Tak? — zapytał.
Zapała nic nie odpowiedział, jedynie spojrzał na niego. Korytarz o tej porze był gwarny, ale na ową dwójkę nikt nie zwracał większej uwagi.
— Coś się stało, że chciałeś pogadać?
— Właściwie tak... — mruknął Przemek.
— O co chodzi? — przerwał mu Piotr.
— Jesteś z Haną? — wypalił Zapała.
— Nic ci nie mówiła? — Brunet spojrzał na niego z lekkim zainteresowaniem.
— Nie. — Krótka, treściwa odpowiedź.
— Jestem. — Starszy chirurg również nie bawił się w długie zdania.
            — Jasne. — Na chwilę zapadła cisza, którą przerwał Przemek. — Mam nadzieję, że traktujesz ją poważnie.
— Najpoważniej jak się da. — Piotr spojrzał na Zapałę.
— Yhym... — Gdybym tylko mógł ci wierzyć...
— Rozumiem, że masz wątpliwości, ale... Nie musisz się o nią martwić.
— To moja siostra. Zawsze będę się o nią martwił. — Młody chirurg chciał dodać coś więcej, ale przeszkodziło mu przyjście Hany.
— O, Przemek — Uśmiechnęła się na widok brata. — Właśnie szłam do ciebie. O czym rozmawiacie?
— O was — Chirurg przewrócił oczami.
— O nas? — Hana zrobiła zdziwioną minę.
— O tobie i Piotrze. — Przemek stłumił śmiech, widząc zdziwioną minę siostry.
— Ach, tak. Czyli już wiesz? — Uśmiechnęła się.
— Tak, JUŻ wiem. Czemu mi nie powiedziałaś? — zapytał z wyrzutem w głosie.
— Bo nie było kiedy. Oj, nie złość się, braciszku! — Pocałowała Przemka w policzek.
— Tak, nie było kiedy. — Przewrócił oczami.
Na chwilę zapadła cisza, którą przerwał dzwonek telefonu Hany.
— Tak, zaraz będę — powiedziała do telefonu. — Muszę lecieć. Pa. — Tym razem pocałowała Piotra, który rzucił coś ze śmiechem, na co Hana tylko się uśmiechnęła. Pożegnała się z Przemkiem i odeszła.

Tymczasem Zapała patrzył na tą dwójkę. Jego siostra wyglądała na szczęśliwą, dawno jej takiej nie widział. Może... Może warto byłoby zaufać Piotrowi? Spojrzał za odchodzącą Haną i przeniósł wzrok na Gawryłę. Ten również patrzył za lekarką, z lekkim uśmiechem na ustach. Czując, że Przemek mu się przygląda, powoli spojrzał na niego. Młodszy chirurg jedynie skinął głową i bez słowa oddalił się do swoich zajęć, co chwilę później zrobił również Piotr.

*******************

Anonimowy, dziękuję za miły komentarz ;) Co do Hany - owszem, historia jest podobna do tej z serialu, zresztą, gdzieś na początku było wspomniane, że Viki i Hana odwiedziły grób Jamesa, a poza tym Victoria kilka razy wypominała Hanie, że ta uciekła do Polski po jego śmierci. Ale to nie jest cała historia i na nią przyjdzie jeszcze czas ;) Żeby za wiele nie zdradzić powiem tylko, że za kilka rozdziałów pojawi się nowa postać, która sporo namiesza w życiu głównych bohaterów.
Anonimowy, jej, zawsze mi miło, kiedy ktoś chwali Viki, bo uwielbiam tę postać i naprawdę czasami aż nie wierzę, że taki pomysł mógł mi wpaść do głowy :D Co do tajemniczego faceta, to jest trochę pomieszane, bo w niektórych sytuacjach jest to James, ale w jej 'wspominkach' pojawia się również ktoś inny, o czym, jak pisałam wyżej, już za niedługo ;)
Pozostałym dziękuję za miłe komentarze ^^ To naprawdę motywuje do dalszego pisania ;) Byłoby mi też trochę łatwiej odpowiadać Wam na pytania, gdybyście się podpisywali, wtedy nie byłoby problemu, do kogo kieruję odpowiedź. Chyba, że wolicie, żebym na jakieś ewentualne pytania odpowiadała pod Waszym komentarzem, mnie to zupełnie obojętne, dostosuję się. A teraz standardowo zapraszam do komentowania i, pamiętajcie, im dłuższy komentarz tym bardziej karmi on wena i jest większa mobilizacja, by coś wstawiać ;) Taki tam mały szantażyk ^^

Anja & kinina